Dlaczego i po co?

Stworzyłem tego bloga przede wszystkim dla siebie. Aby pisać o wszystkim na co mam ochotę. Zdaję sobie sprawę że nie posiadam zbyt dużych umiejętności, ale właśnie tutaj będę próbował to zmienić.
Pewnego dnia dołączył do mnie mój kumpel, i od tamtej pory razem "tworzymy".

wtorek, 3 listopada 2009

Star Wars Komiks Wydanie Specjalne #1

Tytuł: "Bitwa o Jabiim"
Scenariusz: Haden Blackman
Rysunek: Brian Ching

Na rynku od ponad roku istnieje seria Star Wars Komiks Egmontu. Tytuł musiał przyjąć się dobrze, skoro wydawca postanowił rozszerzył linię o kwartalne wydania specjalne. W odróżnieniu od regularnego miesięcznika, zawierającego trzy krótkie historie na 48 stronach, dodatkowe numery prezentują pojedynczą opowieść na 96 stronach. Do tej pory ukazały się dwa albumy z tej serii i dziś postaram się przybliżyć Wam zawartość pierwszego (kolejny niedługo).


Wydanie specjalne #1 został poświęcone zdarzeniom rozgrywającym się w czasie Wojen Klonów. Ciekawostką jest okładka wykonana przez Jan Duurseme rysująca w "Star Wars Legacy". Za prace w środku odpowiada już Brian Ching. Autorowi z pewnością udało się oddać klimat planety Jabiim. W każdej ramce wszędobylski są chmury i deszcz tworzące nieprzyjazną aurę. Spodobały mi się zwłaszcza plansze przedstawiające pole bitwy pełne błotnistych kałuż, w których grzęzną żołnierze i maszyny. Panoramy walk są zdecydowanie najmocniejszym punktem oprawy komiksu. Kolory są żywe i nasycone, szczególnie soczyście wyglądają wybuchy i rozbłyski blasterów. Na minus mogę zaliczyć sposób rysowania ludzi. Wiadomo że maszyny są identyczne, również żołnierze Republiki to klony, ale jednakowy wygląd bohaterów można tłumaczyć już tylko brakiem wyobraźni rysownika. Ching, choć robi to nieźle, potrafi narysować jeden, góra dwa, wzorce postaci. Mężczyźni są wysocy i barczyści a dziewczyny niskie i drobne. Młodzi wojownicy są niemal identyczni a starsi, jak Obi Wan, mają wygląd Wikingów, z brodami, długimi włosami i wiecznie zmarszczonymi nosami. Oprócz Anakina i Kenobiego większość twarzy to nowi bohaterowie, więc momentami nie wiadomo kto jest na rysunku i gubi się wątek. Czasem szwankuje również proporcjonalność sylwetek podczas dynamicznych ujęć walk ale to już detal i nie razi za bardzo. Szablonowość kreski i niezbyt dokładne szkice maszyn ledwo bronią się ujęciami bitew w szerszej perspektywie i ładnymi kolorami.


Historia opowiada o konflikcie jaki rozegrał się na planecie Jabiim. Świat ten wiele lat temu przyłączył się do Republiki, mimo tego, mieszkańcy nie mogli liczyć na pomoc z centrum galaktyki. Teraz sytuacja zmieniła się, kiedy na jaw wyszło, iż planeta jest bogata w surowce. Dowiedzieli się o tym również Separatyści i zaproponowali w zamian swoją protekcję. Doprowadziło to do podziału na zwolenników jednej z dwóch stron konfliktu. Następstwem jest okrutna wojna domowa wyniszczająca ludność Jabiim. Republika i Separatyści wspierają walczących widząc w tym swój interes i szanse na pozyskanie cennych złóż. Na planetę przybywamy razem z Rycerzami Jedi, którzy mają wesprzeć bunt przeciw uzurpatorowi Alto Stratusowi popierającemu Hrabiego Dooku. Pierwszy miesiąc walk przynosi pasmo zwycięstw dla Zakonu. Coraz bardziej rozciągnięte linie zaopatrzenia nie pozwalają jednak na dalszą ekspansję i stają się łatwym celem dla wroga, który przejmuje inicjatywę i zmusza Republikę do odwrotu.

Opowieść mogę pochwalić za ukazanie trudów walki obu stron. Ciągłe deszcze nie pozwalają na dotarcie posiłków przez co każda jednostka jest na wagę złota i może przesądzić o wygranej. Ścierające się wojska ponoszą ogromne straty i tak naprawdę ciężko wskazać zwycięzce. Również pokazanie Republiki i Separatystów jako równorzędnych stron konfliktów, bez wybielania czy oczerniania, jest czymś innym od tego co pokazywały filmy.
Wadą scenariusza jest jego "poszarpanie" na części. Czterdzieści dni akcji dzieli się na początek i koniec oddzielone fragmentami niektórych starć na froncie. Dostajemy więc niezbyt rozbudowaną historię dopełnioną scenami nie wiele wnoszącymi do całości. Szkoda, że tych stron nie poświęcono na pokazanie wojny domowej czy machinacji Separatystów i Republiki. Komiks zyskałby trochę głębi i ciekawsze tło wydarzeń, a tak mamy opowiastkę o jednej z wielu wojen klonów. "Złego" Stratusa poznajemy na początku ale buntowników wspieranych przez Jedi widzimy praktycznie na kilku ostatnich stronach, jakby w ogóle nie brali udziału w walce. Całość sprawia więc wrażenie nie przemyślanej i naciąganej na siłę.


Myślę że nie będzie to zbytni spoiler, ale tym co nie czytali, radze pominąć ten akapit. Wiemy, że Obi Wan dożył III-ego Epizodu, niemniej jego wątek w komiksie to czysty idiotyzm. W pierwszej potyczce, podczas ewakuacji transportera, następuje wybuch maszyny i rycerz zostaje uznany za martwego. Anakin, jak gdyby nigdy nic, kontynuuje walkę i nawet nie wspomni mistrza. I nagle, na ostatniej stronie komiksu, widzimy Kenobiego uwięzionego przez Asajj Ventress. Nie ma w tym żadnej logiki. Czy mam rozumieć, że Sith wyciągnął go po kryjomu z wraku i uprowadził na inną planetę?

Tytuł ma cięższy klimat od tego z filmów, jak choćby wojna na Geonosis z Epizodu II. Zyskuje go jednak głównie dzięki deszczowym rysunkom. Sam scenariusz niestety nie wnosi dużo do uniwersum, mimo wolnej ręki przy tworzeniu historii autor nie błysnął niczym nadzwyczajnym. Fanom sagi mogę ten komiks ostatecznie polecić, jak na to nie patrzeć to prawie 100 stron za niecałe 10 złotych, innym odradzam.

Ps. Drobna wskazówka dla tych, którzy zbierają regularne wydanie. "Bitwa o Jabiim" oryginalnie ukazała się w serii Star Wars Republic (nr 55-58). W Star Wars Komiks nr 3/2009 opublikowano "Za linią wroga" autorstwa wspomnianej już Jan Duursemy i Johna Ostrandera - duetu od "Star Wars Legacy". Pierwotnie był to 59 numer Star Wars Republic, a więc bezpośrednia kontynuacja przygód Anakina Skywalkera po bitwie na Jabiim.

Brak komentarzy: