Światło Niosący jest przystojnym blondynem, lubiącym dobre trunki, eleganckie ubrania i kochającym grę na fortepianie, czym umila wieczory gości swojego klubu. Jednakże jest również świetnym krasomówcą, dzięki czemu potrafi doskonale manipulować ludźmi dla własnych potrzeb. Mike Carey stworzył postać, która świetnie włada sarkazmem i ironią. Czytanie historii z takim bohaterem jest bardzo przyjemne. Do samych opowieści również nie można się przyczepić.
Scenariusz nie ma takiej siły oddziaływania jak w przypadku "Sandmana" ale jest bardzo starannie przygotowany. Pierwsza z historii opowiada jak Lucyfer zawiera umowę, ze Stwórcą (poprzez wysłannika, Amenadiela, któremu niezbyt się to podoba), o zniszczenie pewnego niepożądanego zjawiska - wiru pragnień (coś podobnego mamy w "Domie Lalki") - wywołanego przez dawno zapomnianych bogów. Przy pomocy pewnej nastolatki Lucyfer idzie na konfrontacje z nimi, gdyż Najwyższy nie chce mieć z tym do czynienia. W zamian za wykonaną pracę otrzymuje cenną zapłatę. W międzyczasie odbywamy z nim wiele podróży po rożnych miejscach, światach oraz poznajemy część z wrogów. Tak, Lucyfer porzucając piekło narobił ich sobie bardzo wielu, a współpracując z Bogiem nie zmniejsza tej liczby.

W następnej opowieści pojawiają się kolejni bohaterowi, którzy zapewne nie raz wrócą w dalszych częściach. Lucyfer spotyka się z innym upadłym aniołem Menelaosem, aby uzyskać wróżbę z kart Basanos, która posiada cząstkę wiedzy z księgi Losu (najstarszy z Nieskończonych). Jednakże talia się buntuje, postanawia istnieć samodzielnie, i ucieka przed nim. Ostatecznie i tak zrobi to do czego została stworzona, jednak potem postanawia wyruszyć w świat. W trzeciej, która najbardziej przypadła mi do gustu, pewna nastolatka pomaga swojej przyjaciółce zemścić się na jej mordercy. A końcowe spotkanie z Lucyferem, nie wróży nic dobrego, na przyszłość, dla małej czarownicy.
Każda z opowieści narysowana jest w odmienny sposób, jednakże wszyscy rysownicy spisują się wyśmienicie. Nie ma, jak w przypadku "Sandmana", eksperymentów graficznych, które, na pierwszy rzut oka, mogą odstraszać. Wszystko jest czytelne i pasujące do charakteru scenariusza. Odpowiedzialnymi za to są panowie (w kolejności tworzonych historii) Scott Hampton, Chris Weston i James Hodgkins oraz Dean Ormston z Warrenem Oleecem. Do tego dochodzi świetna okładka Fegredo i mamy znakomity komiks o magii, Szatanie, Bogu i ich niepokojących intrygach. Z okazji wydania 3 części, przypominam sobie poprzednie, i po przeczytaniu tego tomu po raz trzeci, komiks podoba mi się jeszcze bardziej.

Łacińskie powiedzenie, którego fragment widnieje na popielniczce w barze "Lux":
Facilis descensus Averni;
Noctes atque dies patet atri janua Ditis;
Sed revocare gradum, superasque evadere ad auras,
Hoc opus, hic labor est.
The descent to Avernus (Hell) is easy;
the gate of Pluto stands open night and day;
but to retrace one's steps and return to the upper air,
that is the toil, that the difficulty.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz