Dlaczego i po co?

Stworzyłem tego bloga przede wszystkim dla siebie. Aby pisać o wszystkim na co mam ochotę. Zdaję sobie sprawę że nie posiadam zbyt dużych umiejętności, ale właśnie tutaj będę próbował to zmienić.
Pewnego dnia dołączył do mnie mój kumpel, i od tamtej pory razem "tworzymy".

sobota, 14 marca 2009

Lucyfer #3 - Potępieńcze związki

Egmont po 10 miesiącach oczekiwania, w końcu, wydał 3 tom przygód Gwiazdy Zarannej. Ta przerwa pozwoliła mi na przypomnienie sobie poprzednich, czego efektem są dwa moje wpisy na temat tej serii. Teraz mam nadzieję, że nie będę musiał czekać do następnego roku po kolejne części i będę mógł pisać o nich na bieżąco.

Na początek dostajemy 3 historie składające się na tryptyk. Każda z nich jest na różny temat. Najpierw mamy Mazikeen, powracającą do swego ludu - Lilim. W kolejnej podróżujemy z Elain po różnych światach w postaci ducha. Ostatnią częścią jest ukazanie, na wzór Księgi Genesis, tworzenia nowego świata przez Lucyfer. Jednakże rolę się odwracają i kto inny jest teraz kusicielem do złego. Drugą część albumu tworzy tytułowe opowiadanie "Potępieńcze związki". Okazuje się, że w piekle też są mody i akurat teraz demony upodobały sobie epokę XVIII wiecznej Europy. Wszyscy są przyodziani w oryginalne stroje, jako broni używa się szpady, a nawet przestrzegają ówczesnego kodesku honorowego. W takiej scenerii nie zabrakło, znanych chociażby z książek Dumasa, mezaliansów, intryg i pojedynków. Sam Lucyfer zjawia się jedynie na koniec, i nie odgrywa znaczącej roli poza pokazaniem swojego ciekawego podejścia do zadawania cierpienia. Kończąca cały zbiór opowieść domyka wątek bramy.

Carey kontynuuje to co rozpoczął w pierwszym tomie i nie daje odetchnąć Lucyferowi. Widać jego złożoną grę i multum postaci, które będą musiały w niej grać, niekoniecznie świadomie. W, wspomnianej wyżej, drugiej części Tryptyku, Elain ucieka z domu i przenosi się w różne miejsca. Ta opowieść łączy nam wszystko co jest zawarte w tym tomie. Jest tam gdzie coś się dzieje, dzięki czemu mamy świadomość, że historia jest jakoś z góry zaplanowana i nie będzie niczego niepotrzebnego w tym komiksie, a przynajmniej mam taką nadzieję. Graficznie album jest identyczny jak poprzedni. Ci sami rysownicy i rysunki wciąż mi się podobają, choć jak już wspominałem nie jest to nic nadzwyczajnego.

Album wciąż utrzymuje Lucyfera na dobrym poziomie i chyba kupił mnie na dobre. Chcę się dowiedzieć co jeszcze knuje Niosący Światło i mam nadzieję się tego dowiedzieć po polsku.

Brak komentarzy: