
Uzależniający, niesamowity, genialny... To pierwsze skojarzenia, które przychodzą mi namyśl po przeczytaniu pierwszej części serii "Y - ostatni z mężczyzn", którą zaczęło publikować Manzoku w lipcu roku 2008. W oryginale liczy sobie 10 tomów i mam wielką nadzieję że w Polsce wszystkie one zostaną wydane, gdyż jest to bardzo dobry komiks. Jakość wydania jest również wysoka, książka po wielokrotnym czytaniu się nie rozlatuje, kolory są wyraźne, tłumaczenie również nie sprawia problemów. Do tego dochodzi naprawdę niska cena za 128 stron bardzo wciągającej przygody, okraszonej ładnymi, choć dość prostymi rysunkami.
O czym natomiast opowiada ten komiks? Przedstawia alternatywną rzeczywistość gdy w jednej sekundzie wszyscy samce na Ziemi giną z niewyjaśnionej przyczyny. Jedynymi nosicielami chromosomu Y pozostali Yoryk oraz jego małpka Ampersand. Dlaczego to się wydarzyło i czemu tylko oni zdołali przeżyć zagładę? Na razie nie dowiadujemy się tego, jednakże powoli odkrywamy nowy świat - bez mężczyzn. Polski czytelnik może mieć uczucie wtórności po równie genialnej komedii Juliusza Machulskiego "Seksmisja", jednakże nic bardziej mylnego. Niby punkt wyjścia podobny, jednakże rozwiązania są zupełnie inne i służą zupełnie innym celom. Po lekturze tego komiksu wcale nie jest nam do śmiechu.

Po zaistnieniu omawianej katastrofy okazuje się, że telefony, elektrownie, linie lotnicze przestają działać. Pozostałe przy życiu kobiety muszą się zorganizować. Jedne tworzą gangi, które nie chcą dopuścić do odrodzenia rodzaju męskiego. Inne, pod przewodnictwem polityków, chcą wykorzystać Yoryka do zbadania przyczyn zaistniałej tragedii. Tak zaczyna się podróż głównego bohatera wraz z agentką służb specjalnych 355, w poszukiwaniu pani doktor genetyki, która może pomóc rozwiązać zagadkę.
Scenariusz stworzył Brian K. Vaughan, którego miłośnicy serialu "Lost. Zgubieni" zdążyli już poznać. Facet ma niesamowity dar opowiadania historii, potrafi budować napięcie i kązdy zeszyt zawarty w pierwszym tomie kończy się tak, że chcemy przewrócić stronę i poznać dalsze losy. Dodatkowo pośród dialogów umieszcza liczne odwołania do współczesnej popkultury USA. Pierwszy zeszyt jest również świetny pod względem kompozycji. Już na pierwszej stronie dowiadujemy się co się stało, a potem cofamy się w przeszłość i odliczamy do nieuchronnego. Patrzymy na wiele postaci, które w codziennych sytuacjach doczekały zagłady. Czy któraś z nich zrobiła coś co ją wywołało? Może tak się okaże, ale póki co nic nie wiemy i chcemy czytać dalej. Za rysunki odpowiada Pia Guerra. Jej praca charakteryzuje się ładnymi postaciami i niezbyt bogatym tłem. Poza tym nie uważam żeby były jakieś wyjątkowe, ale dzięki temu bardzo miło się to wszystko ogląda.

W tej chwili jest to chyba najlepsza seria komiksowa wydawana w Polsce. Zagrozić jej mogą jedynie "Baśnie", o których niedługo też mam nadzieję napisać, lub samo wydawnictwo, które spóźnieniami może doprowadzić czytelników do rezygnacji z długiego oczekiwania na kolejne części. Mocno polecam ten komiks wszystkim, którzy lubią porządną przygodę i dobrze opowiedzianą historię. A za niedługo napiszę coś o tomach #2 i #3
O czym natomiast opowiada ten komiks? Przedstawia alternatywną rzeczywistość gdy w jednej sekundzie wszyscy samce na Ziemi giną z niewyjaśnionej przyczyny. Jedynymi nosicielami chromosomu Y pozostali Yoryk oraz jego małpka Ampersand. Dlaczego to się wydarzyło i czemu tylko oni zdołali przeżyć zagładę? Na razie nie dowiadujemy się tego, jednakże powoli odkrywamy nowy świat - bez mężczyzn. Polski czytelnik może mieć uczucie wtórności po równie genialnej komedii Juliusza Machulskiego "Seksmisja", jednakże nic bardziej mylnego. Niby punkt wyjścia podobny, jednakże rozwiązania są zupełnie inne i służą zupełnie innym celom. Po lekturze tego komiksu wcale nie jest nam do śmiechu.

Po zaistnieniu omawianej katastrofy okazuje się, że telefony, elektrownie, linie lotnicze przestają działać. Pozostałe przy życiu kobiety muszą się zorganizować. Jedne tworzą gangi, które nie chcą dopuścić do odrodzenia rodzaju męskiego. Inne, pod przewodnictwem polityków, chcą wykorzystać Yoryka do zbadania przyczyn zaistniałej tragedii. Tak zaczyna się podróż głównego bohatera wraz z agentką służb specjalnych 355, w poszukiwaniu pani doktor genetyki, która może pomóc rozwiązać zagadkę.
Scenariusz stworzył Brian K. Vaughan, którego miłośnicy serialu "Lost. Zgubieni" zdążyli już poznać. Facet ma niesamowity dar opowiadania historii, potrafi budować napięcie i kązdy zeszyt zawarty w pierwszym tomie kończy się tak, że chcemy przewrócić stronę i poznać dalsze losy. Dodatkowo pośród dialogów umieszcza liczne odwołania do współczesnej popkultury USA. Pierwszy zeszyt jest również świetny pod względem kompozycji. Już na pierwszej stronie dowiadujemy się co się stało, a potem cofamy się w przeszłość i odliczamy do nieuchronnego. Patrzymy na wiele postaci, które w codziennych sytuacjach doczekały zagłady. Czy któraś z nich zrobiła coś co ją wywołało? Może tak się okaże, ale póki co nic nie wiemy i chcemy czytać dalej. Za rysunki odpowiada Pia Guerra. Jej praca charakteryzuje się ładnymi postaciami i niezbyt bogatym tłem. Poza tym nie uważam żeby były jakieś wyjątkowe, ale dzięki temu bardzo miło się to wszystko ogląda.

W tej chwili jest to chyba najlepsza seria komiksowa wydawana w Polsce. Zagrozić jej mogą jedynie "Baśnie", o których niedługo też mam nadzieję napisać, lub samo wydawnictwo, które spóźnieniami może doprowadzić czytelników do rezygnacji z długiego oczekiwania na kolejne części. Mocno polecam ten komiks wszystkim, którzy lubią porządną przygodę i dobrze opowiedzianą historię. A za niedługo napiszę coś o tomach #2 i #3
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz