Dlaczego i po co?

Stworzyłem tego bloga przede wszystkim dla siebie. Aby pisać o wszystkim na co mam ochotę. Zdaję sobie sprawę że nie posiadam zbyt dużych umiejętności, ale właśnie tutaj będę próbował to zmienić.
Pewnego dnia dołączył do mnie mój kumpel, i od tamtej pory razem "tworzymy".

piątek, 1 stycznia 2010

Podsumowanie roku 2009!



Kolejny rok właśnie minął. Mogę teraz pokusić się o małe podsumowanie tego co zostało zaproponowane czytelnikom komiksów przez ostatnie 12 miesięcy. Będzie to moja całkowicie subiektywna lista 10 rzeczy, które w jakiś sposób mnie zainteresowały lub zaintrygowały. Kolejność zupełnie przypadkowa, a więc zaczynam.


1. „Baśnie” od Egmontu. Najlepsza seria komiksowa regularnie wychodząca w naszym kraju. Szkoda jedynie, że były to tylko 2 tomy. Czytając chociażby „Marsz drewnianych żołnierzyków” marzy się o jeszcze większej ilości baśniowców na półce. W każdym razie trzeba się cieszyć z tego, że nie zanosi się na przerwanie wydawania. W tym miejscu chciałbym również pochwalić samo wydawnictwo. Poza wspomnianym tytułem udaje im się z powodzeniem ciągnąć jeszcze inne długie i ciekawe serie - Lucyfer (zapewne na fali Sandmana) i Hellblazer. Wprowadzili również całkiem nowe cykle, które ze względu na mniejszy format mają niższą cenę – XXwiekXXI, Sensacja, Science Fiction.

2. „Bez komentarza” od Kultury Gniewu. Chyba mój typ na komiks roku. Niemy komiks, gdzie bohaterowie posługują się piktografiami do komunikacji jest tak uderzająco brutalny i szczery do bólu, że tytuł mówi sam za siebie. Jak tylko odważę się znów po niego sięgnąć to będę chciał coś więcej napisać. Teraz trzeba uwierzyć mi na słowo.

3. „Death Note” od J.P.F. Ostatni seria mangowa w Polsce, którą chciałem mieć i przeczytać dobiegła końca. 12 tomów inteligentnego starcia młodych geniuszy – Kiry i L – mordercy w skórze policjanta i detektywa. Wartka akcja, która okraszona jest wyśmienitymi dialogami i zaskakującymi zwrotami a w to wszystko wplątani są bogowie śmierci. Oryginalny pomysł i bardzo dobre rysunki są przepisem na hit. Szkoda, że w zamian nie dostajemy nic równie ciekawego. J.P.F. zaczął wydawania kolejnego tasiemca po „Naruto” – „Bleach” ale to już nie moje klimaty. Coraz mniej ciekawych mang jak dla mnie.



4. „Star Wars Komiks” i „Fistaszki Zebrane”. Dwa projekty, które wystartowały w 2008 roku, a w kolejnym udowodniły, że ryzyko się opłaca. Egmontowi, za drugim podejściem do tematu, udało się stworzyć tani, regularny, dostępny w kioskach komiks dla szerokiej publiczności. Nasza Księgarnia natomiast zadeklarowała, że najwybitniejszy komiks gazetowy będzie publikowany dalej. Jest również szansa na częstsze ukazywanie się kolejnych tomów. Oby więcej takich ciekawych rzeczy w roku 2010 wszystkim życzę!


5. Manzoku. Najmniej przyjemne wydarzenie, czyli zastój w wydawnictwie, które dawało nadzieję na tani i dobry komiks z mainstreamu amerykańskiego. Szumne i odważne zapowiedzi skończyły się bardzo szybko a oczekujący fani zostali z niespełnionymi marzeniami. Na szczęście ten segment rynku, jako tako, próbuje zapełnić Mucha Comics, która po roku zapowiadania, w końcu wydała „Marvels” i wciąż nie rezygnuje z komiksów o superbohaterach.

6. Ekranizacja „Strażników” Alana Moore’a. Jeden z najlepszych komiksów w historii doczekał się wersji na dużym ekranie. Szczęśliwie, za reżyserię odpowiedzialny był Zack Snyder, który osobiście jest czytelnikiem historii obrazkowych. Wierność fabuły i klimatowi uszczęśliwiło większość wybrednych fanów, którzy obawiali się spłycenia wszystkich wątków na potrzeby szerokiej publiczności. Gwoli przypomnienia w zeszłym roku pojawił się również „X-Men origins: Wolverine”, czyli historia najpopularniejszego mutanta ze stajni Marvela.

7. „Bękarty Wojny” według Quentina Tarantino. Najnowszy film geniusza kinematografii. Pierwszy film w historii, który bierze wydarzenia z II Wojny Światowej i przerabia je po swojemu, bez patrzenia się na prawdy historyczne. Multum zabawy i mistrzowskie dialogi, z których Tarantino słynie. Spaghetti western gdzie nie do końca dobrymi są żydowscy żołnierze pod dowództwem Brada Pitta, a całkowicie złymi są niemieccy naziści na czele z pułkownikiem Hansem Landą (rewelacyjny Christoph Waltz). Brutalny, zabawny i inteligentny obraz, który zadowoli najwybredniejszych fanatyków współczesnego kina. Dla mnie najlepszy obraz roku, i faworyt do sporej liczby Oskarów® (jakby to miało jakiekolwiek znaczenie).

8. Na koniec roku pojawił się jeszcze „Avatar”. Najnowsze dzieło wizjonera Hollywood – Jamesa Camerona. Prawdopodobnie najdroższy film w historii, który swoim rozmachem i epickością nie ma sobie równych pośród innych obrazów wykorzystujących połączoną animację komputerową z grą żywych aktorów. Film robi oszałamiające wrażenie, jednakże nie jest rewolucją, na jaką był zapowiadany. O samym filmie, więcej na blogu w niedalekiej przyszłości.

9. „Hurra” – KULT. Czternasty album długogrający legendarnej warszawskiej grupy. Już ponad 25 lat Kazik Staszewski za pomocą swoich tekstów i oryginalnej muzyki stara się opisywać rzeczywistość w naszej ciekawej ojczyźnie. Tym razem oddala się od polityki i skupia się na zmaganiach z religią i pokusami świata materialnego. Może trochę łagodniej, ale nadal najbardziej wyraziście spośród polskiego rockowego grania.

10. W 2009 ukazała się również wielka „Biała księga – czyli wszystko o wszystkich piosenkach Kultu”.
?Encyklopedia? Wiesława Weissa opisujący cały dorobek Kazika i reszty. 600 stron tekstów, zdjęć i wspomnień o niezliczonych utworach, które towarzyszą mi i wielu osobom od długiego już czasu. Gdy kiedyś zdołam przebrnąć przez nią w całości to również podzielę się wrażeniami.

Miniony rok był jak dla mnie bardzo udany. Trzeba się starać, aby rozpoczęty właśnie 2010 nie był gorszy. Życzę wszystkim kolejnych kilogramów świetnych komiksów i książek, miło spędzonych godzin w salach kinowych oraz smacznych spotkań ze znajomymi! Nie zapominajcie również o tym skromnym blogu!

Brak komentarzy: