Dlaczego i po co?

Stworzyłem tego bloga przede wszystkim dla siebie. Aby pisać o wszystkim na co mam ochotę. Zdaję sobie sprawę że nie posiadam zbyt dużych umiejętności, ale właśnie tutaj będę próbował to zmienić.
Pewnego dnia dołączył do mnie mój kumpel, i od tamtej pory razem "tworzymy".

środa, 30 grudnia 2009

Star Wars Komiks Wydanie Specjalne #2

Tytuł: "Biggs Darklighter: Bohater Rebelii"
Scenariusz: Paul Chadwick
Rysunek: Doug Wheatley

Dziś drugi numer wydania specjalnego Star Wars Komiks. Po niezbyt udanej "Bitwie o Jabiim" miałem obawy co do poziomu całej serii, jednak tym razem Egmont stanął na wysokości zadania i wybrał naprawdę ciekawą historię ze świata Gwiezdnych Wojen.


"Biggs Darklighter" opowiada o wydarzeniach mających miejsce równolegle do akcji epizodu IV - "Nowej Nadziei". Tytuł skupia się na wątku bohatera, którego w filmie widzieliśmy ledwie kilka minut. Teraz doczekał się historii ze sobą w roli głównej. Biggs jest przyjacielem Luke'a Skywalkera i razem z nim spędza wolny czas na piaszczystym Tatooine. Ich ulubioną rozrywką jest oblatywanie ścigaczy i majsterkowanie przy maszynach. Obydwaj marzą o wyrwaniu się z rodzinnej planety i zobaczeniu odległych zakątków galaktyki. Marazm pustynnego krajobrazu jest nie do zniesienia dla młodych chłopaków pełnych sił i fantazji. Darklighter postanawia zaciągnąć się do służby w Imperium, widząc w tym jedyną drogę do wydostania się z Tatooine. Luke zostaje aby pomóc wujostwu w prowadzeniu farmy wodnej i jak wiemy jego przygoda również wkrótce się rozpocznie. Wracając do Darklightera, zaczynamy poznawać wydarzenia, których w filmie nie było dane nam zobaczyć. Opowieść podąża za Biggsem i opowiada o jego szkoleniu na pilota oraz pierwszych dniach służby w imperialnych siłach. Dla fanów żołnierzy w białym plastiku to cenne uzupełnienie ukazujące struktury organizacji Imperium. Podczas kolejnych misji bohater zdaje sobie sprawę, że armia Imperatora to nie sposób na darmowe podróże po galaktyce. Organizacja ta jest siłą zagrażającą pokojowi i stabilizacji w całym wszechświecie. Decyduje się zdezerterować i przyłączyć do Rebelii aby walczyć o sprawiedliwość. Aby pomóc sojuszowi a zarazem osłabić siły Imperatora postanawia uprowadzić gwiezdny niszczyciel na którym służy. Szybko okazuje się, że kilku innych oficerów także przejrzało na oczy i chce jakoś zaszkodzić Imperium. Podczas tajnych spotkań grupa ustala plan ucieczki i sposób na porwanie statku. Akcja nie przebiega jednak zgodnie z założeniami i buntownicy muszą salwować się ucieczką. Aby nie zdradzać za dużo, mogę jeszcze dodać, że Biggs przyłącza się ostatecznie do Rebelii i, czego nie dowiemy się z filmu, jego działania będą miały nie mały wpływ na finał - Bitwę o Yavin 4, podczas której zniszczona zostanie pierwsza Gwiazda Śmierci. Historia pogłębia wydarzenia z filmu i daje im dodatkowe tło - walka Rebelii nie trwała tylko na froncie głównych bohaterów. Wielu żołnierzy poświęciło życie aby doprowadzić do upadku Imperatora a ich przygody również zasługują na opowiedzenie. Jedynym słabym punktem jest ciut zbyt patetyczne zakończenie ale nie jest to jakoś szczególnie denerwujące.


Grafiki Wheatleya bardzo mi się spodobał. Mamy do czynienia z kreską realistyczną i szczegółową. W przygodach Biggsa rysunek jest wolny od wady, które wytknąłem "Bitwie o Jabiim". Autor zdecydowanie potrafi zróżnicować postaci, zarówno za pomocą sylwetek jak i charakterystycznych dla danej osoby szczegółów twarzy. Wygląd pojazdów jest oddany z pietyzmem, wręcz hiperrealistyczny. Dzięki licznym detalom jak śrubki, wgniecenia i zadrapania od razu widać, że jednostka ma za sobą niejedną przygodę i nie jest jedynie makietą dla działań bohaterów. Styl rysunku jest trochę szkicowy gdyż wyraźnie widać linie zarysowane ołówkiem przed położeniem tuszu. Kolory są troszkę przytłumione i płynnie przechodzą w cienie. Całość doprawia tło pełne drobnych szczegółów, od dziesiątek statków kosmicznych w panoramach kosmosu po zawiłe instalacje rur i kabli w pomieszczeniach pokładowych. Dokonania artystyczne Douga Wheatleya są jednymi z lepszych jakie widziałem w komiksach poświęconych Gwiezdnym Wojnom. Śmiem twierdzić, że rysunki są nawet lepsze niż w serii "Legacy".

Suma summarum mamy do czynienia z solidnym komiksem, który zasługuję na uwagę nie tylko fanów. Aby w pełni cieszyć się historią Biggsa należałoby przed czytaniem obejrzeć Epizod IV ale nie jest to konieczne do zrozumienia treści a raczej do wyłapania smaczków i nawiązań. Przygody Darklightera ukazują znane wydarzenia w nowym świetle. Główna postać okazuje się jednym z największych bohaterów Rebelii, który w raz z innymi poświęcił życie w walce z Imperium. Warto poświęcić godzinę i poznać historię człowieka, który dla słusznej idei zrobił nie mniej niż jego przyjaciel Luke Skywalker.

Scalped #1 – Indian country



Od równo 3 lat Jason Aaron zabiera nas na współczesny dziki zachód, na ziemie rządzone przez pozostałości rdzennych amerykanów. W swoim komiksie, publikowanym przez Vertigo, przedstawia fikcyjny rezerwat „Prairie Rose” zamieszkiwany przez indiańskie plemię Oglala Lakota.W tej podróży towarzyszy mu serbski rysownik R. M. Guera, dzięki któremu mamy okazję z bliska przyjrzeć się życiu w tym swoistym getcie dla czerwonoskórych.

Pierwszy tom „Indian Country” wprowadza nas w świat rządzony twardą ręką przez wodza Lincolna Red Crow. Kilkanaście lat wcześniej był aktywistą na rzecz obrony Indian, obecnie jest głównym orędownikiem i szefem otwieranego kasyna na terenie rezerwatu. Kieruje dobrze prosperującą organizacją, która ma przynosić zyski nie patrząc na dobro innych współplemieńców. Stał się najgorszym przykładem kapitalisty, z którym za młodu walczył nie zważając na środki. Aby osiągnąć swoje cele nie zawaha się w żadnym momencie.



Na to biedne i wystraszone terytorium, gdzie większość Indian straciło już swą dumę i honor przybywa, po 15 latach tułaczki, Dashiell Bad Horse. Od razu daje się we znaki tutejszej ‘ważniakom’ i trafia przed obliczę wodza. Ten postanawia wykorzystać umiejętności i twardość młodzieńca, angażując go w szeregi ‘policji plemiennej’, która na terenie rezerwatu ma strzec porządku, który definiuje Czerwony Kruk. I od tej pory jesteśmy świadkami działań Dasha, który nie przebiera w środkach by pozbywać się domorosłych terrorystów lub handlarzy narkotyków. Jednakże takie początki są również niejako próbą sprawdzenia jego wierności wobec wodza, który do końca nie wierzy w przypadkowy powrót młodzieńca.

W tomie numer jeden poznajemy również prawa, które panują w „Prairie Rose”, ale również historie z 1975 roku, kiedy matka Dashiella Gina Bad Horse razem z Lincolnem i kilkoma przyjaciółmi zamordowali dwóch agentów FBI, jednakże do więzienia trafiła najmniej odpowiedzialna osoba. Okazuje się także, że wspomniana relacja rodzinna nie chce być kontynuowana przez syna, który unika matki jak tylko może. Historia ma jedną wyraźnie zapisaną oś, wokół której odbywają się mniejsze konflikty. Nie chcąc zdradzać zbyt wiele wspomnę jedynie, że występują tutaj również agenci federalni, nieprzekupni gliniarze i stara miłość.

„Scalped” jest rasową serią kryminalną, w której latają kule, krew leję się gęsto a zza pleców tego wszystkiego, z cygarem w ustach, krzywo uśmiecha się Red Crow. Przy okazji scenarzysta przemyca wiele spostrzeżeń na temat życia współczesnych Indian. Ogromne bezrobocie, biedę, alkoholizm i ogarniającą rozpacz. Czy przysyła im Bad Horse’a na ratunek, tego trzeba się samemu doczytać. W tej opowieści bardzo ważne jest podłoże wszystkich poczynań bohaterów, więc częstym zabiegiem autora jest retrospekcja. Zdaje mi się też, że niekiedy jej nadużywa, kiedy za jej pomocą przedstawia zdarzenia sprzed kilku dniu lub godzin, co powoduje, że nie ma większych niespodzianek.



Rysunki Guery są bardzo dynamiczne i pasujące do częstych męskich starć na pięści i rewolwery. Wszystkie postaci są charakterystyczne i bez trudno można ich rozpoznać. Jedynym mankamentem są, jak dla mnie, zbyt ciemne i jednolite kolory, przez które w wielu miejscach niezbyt wiele widać.

Ogólnie jest to fajna pozycja kryminalna, której jednak jeszcze trochę brakuje do „100 naboi”. Nie ma w niej tej magnetycznej siły, która by przyciągnęła i zmusiła do przeczytania kolejnej części. Niby wszystkie składowe są na miejscu jednak nie jest ona tak bardzo nieprzewidywalna jak komiks Azarello i Risso. W każdym razie, jeżeli chcesz kawał dobrej i mocnej rozrywki, a przeczytałeś już ‘Unknown Soldier’, to można śmiało sięgnąć po Scapled.

wtorek, 29 grudnia 2009

Y - the last man #4 - Safeword

Po długich ośmiu miesiącach czekania od pierwszego tomu, Manzoku wreszcie przyspieszyło i wypuściło dwa kolejne dając nadzieję na przyspieszenie cyklu wydawniczego. Niestety po kolejnych dziewięciu miesiącach jest jeszcze gorzej. Nie został opublikowany żaden komiks, nie podano żadnych nowych wiadomości, nie uaktualniono strony internetowej a z plotek wynika, że wydawnictwo ma spore problemy i nie wiadomo czy coś się w tej materii zmieni. Niestety ucierpią na tym fani dobrych komiksów, gdyż wiele ciekawych serii może zostać nieukończona, w tym i „Ostatni z mężczyzn”. Ja wykorzystałem tę okazję i postanowiłem zainwestować w oryginalne wydania w wersji DeLuxe. W tym poście połączę opis drugiego tomu tegoż wydania z zawartą w niej historią pierwotnie opublikowaną jako TPB pod tytułem „Safeword”.

Wydanie DeLuxe różni się od regularnego przede wszystkim większym formatem. Wszystkie plansze są powiększone z typowego B5 (170 x 260 mm) do 190 x 285 mm. Dostajemy więc możliwość jeszcze lepszego podziwiania poczynań rysowniczki Pia Guerry, która wykonuje świetną robotę. Następną cechą jest twarda okładka z obwolutą. Co prawda grafika na jej froncie nie powala niczym i jest dość prosto skonstruowana, natomiast super wygląda czarna okładka z ‘wygrawerowaną’ literą Y pod nią. Na końcu książki znajduje się cały scenariusz do jednego z zeszytów (w tomie #1 są wczesne wersje projektów postaci). Owe wydania są również znacznie grubsze, gdyż składają się na nie po dwa zwykłe TPB, dzięki czemu będzie ich jedynie 5. Zważywszy na cenę ($29,99) mała liczba tomów jest plusem. Natomiast jedynym zauważalnym w tej chwili minusem jest długi czas czekania na kolejne części. Tom numer 3 ma być dostępny w sklepach dopiero w maju. Choć pewnie i tak będzie to szybciej niż Manzoku.

Wracając do samej historii. Tytułowe safeword jest tzw. słowem kluczem (bezpieczeństwa) w BDSM, który przerywa ‘uciechy’. W kontekście opowieści jest to potrzebna informacja. Jednakże nie ma paniki, York nie zabawia się z panienkami za pomocą pejczy (może później?), ale dowiadujemy się o pewnych skrywanych tajemnicach głównego bohatera. Poznajemy również kolejnego agenta Culper Ring – 711, który w dość nietypowy sposób zmienia zachowanie ostatniego samca i temperuje jego samobójcze zachowania. Pia Guerra jak zwykle raczy nas miłymi dla oka rysunkami i naprawdę nie ma się nad czym rozpisywać.

Kolejną historią zawartą w tym tomie jest „Widow’s Pass” rysowaną dla odmiany przez Gorana Parlova. Prawie zupełnie nie widać różnicy w zmianie rysownika. Może są trochę bardziej oszczędne w szczegóły i ostrzejsze, ale zupełnie nie wybijają z rytmu, w którym trzyma nas Vaughan. Tym razem, naszych bohaterów zdążających do San Francisco, zatrzymuje blokada na autostradzie założona przez pozostałe członkinie „Son’s of Arizona” – wierzące, że wyginiecie mężczyzn to zorganizowany spisek rządu federalnego. Autor znów ukazuje kolejne idiotyczne zachowanie samotnych kobiet. Nie ważne, że przez ich działania z głodu umiera zachodnia część USA, najważniejsze żeby udowodnić swoją teorie. Poznajemy również młodą dziewczynę zakochaną w motoryzacji, której trzeba będzie zaufać.

Cały czas nie dają o sobie zapomnieć grupy pościgowe – Amazonki wraz z siostrą Yoryka Hero, oraz wywiad Izraela. Dzieję się trochę mniej niż poprzednim razem, ale to chyba cisza przed burzą. Wciąż mam wielką frajdę z czytania tego tytułu i już nie mogę się doczekać na kolejny gruby tom! Oby do maja!

poniedziałek, 28 grudnia 2009

Baśnie #5 - Cztery pory roku

Piątym tomem fenomenalnej serii „Baśnie” jest „Cztery pory roku”. Po pierwszym starciu, wojsk Adwersarza z mieszkańcami Baśniogrodu, przedstawionym w poprzedniej części, następuje względny spokój. Jest też chwila oddechu dla Marka Buckinghama, którego w dwóch pierwszych opowieściach zastępuje Tony Atkins.

Willingham rozszerza w nich stworzony przez siebie świat. W „Kopciuszku zbereźnicy”, od zupełnie nieznanej strony poznajemy dziewczynkę od złotego pantofelka. Okazuję się ona być nie tylko zwykłym przedsiębiorcą handlującym butami, ale kimś znacznie bardziej niebezpiecznym. Jest to bardzo krótka i prosta historyjka sensacyjna, która chyba zapoczątkuje częstsze występy Kopciuszka. Zważywszy na to, że w USA rozpoczęto wydawanie mini-serii z nią w roli głównej, warto mieć ją na oku.

Kolejną historią są „Opowieści wojenne”, w których poznajemy losy Bigby’ego Wilka w czasie II Wojny Światowej. Wykorzystywał swoje umiejętności tropiciela i zabójcy w walce z Nazistami, którzy próbowali stworzyć broń ostateczną. Dość prosta opowieść wojenna o przyjaźni, oddaniu i Wilku pracującym dla Aliantów.

Rysunki Atkinsa są bardzo ładne, choć zdecydowanie prostsze od tych Buckinghama, jednakże w żaden sposób nie odrzucają od czytania. Wszyscy żołnierze w mundurach jak i ich bronie narysowani są niemalże identycznie, co trochę przeszkadza. Ale… kobiety wyglądają oszałamiająco, a szczególnie Kopciuszek w czerwonej sukience!

Ostatnią historią jest, czterozeszytowa, tytułowa „Cztery pory roku” – każdy z rozdziałów jest prezentowany w innej scenerii zmieniającej się pogody. Jest to bezpośrednia kontynuacja ciągu zdarzeń, które miały miejsce w „Marszu drewnianych żołnierzyków”. Królewna Śnieżka rodzi całkiem spory miot słodkich dzieciaczków, które po ojcu dziedziczą dość magiczne cechy. Wyniki wyborów na burmistrza doprowadzają do małej rewolucji w administracji Baśniogrodu. A oba zdarzenia zmuszają Śnieżkę do przeprowadzki, wraz z dziećmi, na Farmę, do której, jak wiemy, Bigby nie ma prawa wstępu. W międzyczasie odkrywamy trochę tajemnic, jesteśmy świadkami zniknięcia Niebieskiego Chłopca, kilku morderstw oraz poznajemy teścia Królewny! Jest wiele wydarzeń, które mogą sprawić jeszcze nie jedną katastrofę, jednak póki co jest w miarę spokojnie. Cieszy powrót do rysunków Marka Buchkinghama, którego rysunki już zdążyłem polubić i wciąż trzymają wysoki poziom w opisywaniu świata Baśni.

Szkoda, że Egmont tak długo każe czekać na kolejne części. Miejmy nadzieję, że nowy rok w tym względzie będzie lepszy, gdyż szósta część planowo ma ukazać się już w styczniu. Jeżeli wszystko będzie dobrze za roczek dobijemy do 8 lub 9 tomu. W USA w Marcu czeka nas tom 13 – połączenie wydarzeń z pobocznej serii „Jack of Fables”. Ciekawe jest, co Egmont zamierza zrobić właśnie z tym fantem, który oryginalnie dobrnął już do 6 części.

niedziela, 27 grudnia 2009

Baśnie #2 "Folwark Zwierzęcy"

Tytuł: "Baśnie: Folwark Zwierzęcy" / "Fables: Animal Farm"
Scenariusz: Bill Willingham
Rysunki: Mark Buckingham, Steve Leialoha


W pierwszym tomie Baśni "Na wygnaniu" poznaliśmy mieszkańców Baśniogrodu w Nowym Jorku. Dla równowagi zatem, twórcy dają nam okazję odwiedzić drugą część społeczności Baśniowców. Na farmę udajemy się wraz ze Śnieżką, podczas jej inspekcji na placówce. Na pierwszy rzut oka czas toczy się leniwie w sielskiej atmosferze. Spotykamy tu postaci, które ze względu na swoje zwierzęce przymioty nie mogą funkcjonować w normalnym społeczeństwie. Widzimy zatem Kota w butach, Trzy Świnki, czy Trzy Niedźwiadki z bajki o Złotowłosej.
Śnieżka szybko nabiera pierwszych podejrzeń, kiedy okazuje się, że zarządca farmy Wayland Kowal zniknął a żaden mieszkaniec folwarku nie wie co się z nim stało. Początkowo spokojna fasada wiejskiego życia zaczyna pękać i na jaw wychodzi niebezpieczny plan zwierząt dążących do przeprowadzenia rewolty. W przeciwieństwie do Baśniowców z miasta, nie posiadają żadnych swobód i nie wolno im wyjść z wyznaczonego terenu gospodarstwa. Postanawiają więc ujawnić się i walczyć o swoje prawa i równoprawne traktowanie. Najpierw planują zaatakować Nowy Jork i zniszczyć Woodland, po czym wyruszyć na wojnę z Adwersarzem i odzyskać utracone królestwa. Taka misja nie może skończyć się bez rozlewu krwi i śmierci.

Po kryminalnej przygodzie z "Na wygnaniu" dostajemy historię bliższą klimatem thrillerowi. Śnieżka odcięta od Baśniogrodu musi stawić czoła buntowi zwierząt. Z garstką ciągle wiernych sprzymierzeńców stara się powstrzymać rewolucję nieszczędzącą krwawych ofiar. Sytuacja jest diabelnie niebezpieczna a do jej rozwiązania potrzeba odwagi i przebiegłości. Całość robi na prawdę piorunujące wrażenie. Po pierwszym tomie, można było już się przyzwyczaić, że baśniowi bohaterowie nie są wcale tacy nieskazitelni. Teraz autorzy pokazują nam, że również te miłe futrzaki z babcinych opowieści są zdolne do zbrodni i okrucieństwa.

Graficznie komiks nadal prezentuje przyzwoity poziom, choć rysunki Lana Mediny z pierwszego tomu, były moim zdaniem ciut lepsze. Mark Buckingham wydaje się mieć bardziej uproszczony styl co widać po szczegółach tła i wyglądzie postaci. Kolory autorstwa Daniela Vozzo (m.in. Sandman) są dobrze dobrane i odpowiednio dopełniają całość utrzymując klimat spokojnej wsi i narastającego konfliktu.

"Folwark zwierzęcy" jest udaną kontynuacją przygód Baśniowców i i utrzymuje wysoki poziom poprzednika. Czekam na więcej!

sobota, 26 grudnia 2009

Unknown Soldier #1

Od przeszło roku imprint Vertigo prezentuje historię tworzoną przez Joshua'e Dysarta i Alberta Ponticelliego o zamaskowanym lekarzu, który stosuje bardzo niekonwencjonalne metody 'leczenia'. Niedawno seria ta została uznana, przez prestiżowy portal IGN, za najlepszy komiks 2009 roku i pomimo, że nie czytałem zbyt wielu nowości jestem w stanie zgodzić się z taką decyzją. Jednakże zacznijmy od początku, czyli co kryje w sobie tom pierwszy - "Hounted House"

Dr Lwanga Moses i jego śliczna żona - Sera - organizują pomoc humanitarną dla Ugandy. Wiele lat wcześniej jako dzieci zostali zmuszeni do ucieczki do USA. Tam zdobyli wykształcenie, które teraz pragną wykorzystać do ratowania życia w, wciąż ogarniętej wojną domową, ojczyźnie. Pełni nadziei i zapału zszywają rany po nożach, wyciągają kule z ciał małych dzieci. Mimo całej okropności tej sytuacji starają się wytrzymać i uratować jak najwięcej osób. Żonie pomaga w tym przedsięwzięciu wiara w Boga, Lwandze dodatkowo dokuczają koszmary.

Pewnego razu do ich obozu trafia ranny chłopiec, który opowiada o porwaniu jego siostry. To wydarzenie powoduje w Mosesie wybuch i nieoczekiwaną reakcję. Wybiega w celu odnalezienia dziewczynki. Udaje mu się to zrobić w sposób sobie nawet nie znany. Jednakże kosztem jej życia okazało się złamanie reguł, którymi starał się kierować do tej pory. Dołączył do konfliktu, który próbował ugasić. Kierowany wyrzutami sumienia okaleczył sobie twarz i postanowił czekać na pewną śmierć, która nie nadeszła.

Dysert w krótki ale bardzo obrazowy sposób przedstawia nam narodziny 'Nieznanego żołnierza'. Człowieka, który widząc zło postanowił działać według zastanych zasad, ale zarazem mającego świadomość że wyklucza się ze społeczeństwa. W pierwszym tomie Lwanga dopiero poznaje swoje możliwości, które okazją się wykraczać ponad umiejętności lekarskie. Dodatkowo pojawia się tajemnicza postać agenta służb specjalnych, który zapewne jeszcze nie raz powróci.

Kliknij w obrazek aby zobaczyć przykładowe strony

Wraz z bohaterem obserwujemy horror mieszkańców Ugandy, którzy muszą żyć w strachu przed złożonymi z dzieci oddziałów partyzantów a brutalnym, rządowym wojskiem. W takim miejscu nie ma miejsca na litość, a Bóg działa tylko na krótką metę - również pod dyktando osobnika z karabinem w rękach.

To wszystko okraszone jest bardzo dobrymi rysunkami Ponticelliego. W pełni oddają tragedię kontynentu i głównego bohatera. Kadry są czytelne, bardzo dynamiczne i w odpowiednich momentach bardzo realistyczne. Kreska jest szczegółowa choć robiąca wrażenie bardzo niechlujnej i szybko tworzonej. Kolory natomiast są bardzo jasne i słoneczne dające poczucie panującego tam upału. Jednakże zastosowana paleta jest dość mocno ograniczona do odcieni złota, zieleni, szarości i czerwieni krwi. W niewielu miejscach pojawiają się inne barwy. To wzmacnia jeszcze bardziej poczucie grozy historii.

Nie jest to jakiś wybitny komiks, lecz bardzo dobrze napisana seria przygodowa, która dodatkowo porusza ważne kwestie społeczne. Autorzy zdecydowali się przypomnieć o tym co dzieje się w Afryce i zobaczymy co z tym zrobią. Czy pozostaniemy jedynie biernymi obserwatorami odbywających się tam rzezi na ludności cywilnej, czy będą się starali, za pomocą Nieznanego żołnierza, wskazywać jakieś rozwiązania lub chociażby prawdziwe źródła tych problemów. Zdecydowanie polecam ten komiks, tym nawet którzy nie lubują się w strzelaninach i super-zabójcach gdyż jest w tej opowieści znacznie więcej niż się może wydawać na pierwszy rzut oka.

Na stronie Vertigo dostępny do ściągnięcia jest pierwszy zeszyt tej serii.

piątek, 25 grudnia 2009

Baśnie #1 "Na wygnaniu"

Tytuł: "Baśnie: Na wygnaniu" / "Fables: Legends in Exile"
Scenariusz: Bill Willingham
Rysunek: Steve Leialoha, Lan Medina, Craig Hamilton

Seria "Baśnie", wydawana przez Egmont, szturmem zdobyła komiksowy rynek i miejsce na półkach kolekcjonerów. Wielu czytelników z niecierpliwością czeka na kolejne tomy, lub po prostu zaopatruje się w bieżące wydania oryginalne. Od momentu premiery w Polsce ukazało się już pięć tomów, czas więc podsumować co się wydarzyło w komiksie i przyjrzeć się bliżej twórczości panów z Vertigo. Wypada nadmienić, że ekipa pracująca przy tym tytule to bardzo utalentowani ludzie, którzy dzięki "Baśniom" otrzymali wiele nagród i wyróżnień, w tym wielokrotnie Nagrodę Eisnera. W Stanach Zjednoczonych seria przekracza właśnie dziewięćdziesiąty numer. Ukazują się także spin-offy "Jack of Fables" oraz "Cinderella: From Fabletown with love". Zapowiada się zatem długa i ciekawa seria, mająca duże szanse uplasować się wśród najlepszych dzieł komiksowych.


"Na wygnaniu" to swego rodzaju wstęp do świata "Baśni" i przedstawienie głównych bohaterów. Nie jest to jednak opis w stylu: "dawno, dawno temu żyli sobie ... a teraz mieszkają tu i tu". Bill Willingham w sprytny sposób wymieszał prezentację postaci i mitologię nowego dla czytelnika uniwersum z głównym wątkiem komiksu. Dzięki takiemu zabiegowi, śledzimy kryminalną aferę w Baśniogrodzie a zarazem bawimy się, wyłapując kolejne fragmenty jego genezy. Rozdzielmy zatem oba wątki i przyjrzyjmy się im bliżej.

Każdy z nas mniej lub bardziej lubił bajki opowiadane w dzieciństwie przez rodziców czy dziadków. Niektórzy mieli kilka ulubionych, które kazali powtarzać sobie wielokrotnie, inni woleli poznawać kolejne z nowymi bohaterami. Takie postaci jak Czerwony Kapturek, Pinokio, Tomcio Paluch czy Kot w butach są znane chyba wszystkim. Scenarzysta komiksu umieścił je w jednej baśniowej krainie, gdzie żyły długo i szczęśliwie a kolejne pokolenia dzieci mogły poznawać ich historię. Sielanka i równowaga czarodziejskiego świata została zaburzona przez Adwersarza, który przy pomocy potężnej armii trolli, orków i piekielnych potworów rozpoczął podbój magicznych królestw. Ich mieszkańcy musieli salwować się ucieczką a jedynym niestrzeżonym portalem był ten prowadzący do... świata ludzi. Od tej pory uchodźcy ukrywają się między nami a ich siedziba znajduje się w Nowym Yorku. Ci, którzy mają ludzką ludzką postać, mieszkają w centrum miasta, reszta musi się zadowolić miejscem na farmie poza metropolią. Tak z grubsza wygląda sytuacja uciekinierów. Dodać jeszcze można, że Baśniogrodem zawiaduje Król Cole (w Polsce postać mało znana). Na swego zastępce w stolicy - Woodlandzie - mianował Królewnę Śnieżkę a jej odpowiednikiem na farmie uczynił Waylanda Kowala. Szeryfem jest nie kto inny jak Bigby Wilk, odpowiedzialny wcześniej za kłopoty Kapturka i Trzech Świnek. Urządzenie baśniowej społeczności w ten sposób byłoby niemożliwe bez Wielkiej Amnestii, odpuszczającej wszelkie winy za przewinienia jakich dopuszczono się przed emigracją. Wyzerowanie kartotek ma zapobiec rozpadowi kruchej społeczności Baśniowców w wyniku rozliczeń za dawne występki i zbrodnie. Niemniej, animozji i zgrzytów nie da się uniknąć, na szczęście są one raczej źródłem przytyków i uszczypliwości niż powodem do poważnych kłótni.
Postaci z bajek zostały rzucone w zupełnie nowe dla siebie otoczenie. Autor urealnił je i pokazał ich słabostki, zdawałoby się zarezerwowane dla zwykłych ludzi, czyli Docześniaków. Kłócą się, lubią przekląć, wypić i poszaleć na imprezach. Taki opis pasuje raczej do gwiazdek pop niż zacnych wzorców moralnych dla dzieci. Czytając "Baśnie" odnosi się wrażenie, że w bajkach ratują oni świat, kierując się honorem, odwagą i bezinteresownością a po skończeniu opowieści, gdy nikt z nas ich nie widzi, odkładają na bok swój nieskazitelny wizerunek niczym kostium.


Teraz, kiedy wiemy już jak wygląda sytuacja Baśniogrodu, możemy przejść do głównego wątku "Na wygnaniu" a jest nim zaginięcie siostry Królewny Śnieżki - Róży Czerwonej. Jej chłopak Jack, ten od wdrapywania się na łodygę fasoli, powiadamia o zniknięciu dziewczyny Bigbiego, który z miejsca rozpoczyna śledztwo. Mieszkanie Róży jest zdemolowane i wszędzie widoczne są ślady krwi. Wilk musi przeprowadzić żmudny proces zbierania dowodów i poszlak oraz przesłuchiwania potencjalnych sprawców. W dochodzenie wplątuje się również Śnieżka, chcąca na bieżąco mieć wszelkie informacje o postępie sprawy. Kryminalna historia ma klasyczny przebieg, łącznie z "wielkim finałem", kiedy to Bigby zbiera wszystkich Baśniowców i wygłasza swoje wnioski odnośnie śledztwa. Klimatem przypomina mi to powieści Agathy Christie o detektywie Herkulesie Poirot czy serial "Columbo" z Peterem Falkiem. Całość czyta się niezwykle przyjemnie a za każdym kolejnym razem odkrywamy nowe szczegóły i smaczki. Historia ma ciężki, sensacyjny klimat i czasem aż się zapomina, że mamy do czynienia z Baśniowcami a nie z pospolitymi przestępcami.

Niebagatelny wpływ na odbiór całości ma także oprawa graficzna. Rysunek autorstwa Lana Mediny stoi na na prawadę wysokim poziomie. Niektóre plansze robią wrażenie rozmiarem i ilością szczegółów na nich się znajdujących, jak na przykład ujęcie gabinetu Śnieżki z całym magicznym inwentarzem w drugim planie - po prostu miodzio. To co szczególnie urzekło mnie w jego stylu to nieszablonowe tworzenie postaci. Każdy bohater ma swoje własne cechy aparycji i postury. Dzięki temu nie mamy wrażenia oglądania xero tej samej twarzy z nieco inną grzywką. Gorzej sprawa wygląda przy dynamicznych ujęciach gdzie rysownik czasem gubi proporcję i perspektywę. Kolory nałożone przez Leialohę i Hamiltona świetnie uzupełniają klimat wydarzeń. Radość poranka, groza lochów czy szarość miasta oddane są perfekcyjnie dobraną paletą barw i cieni. Średnia jest zatem bardzo wysoka i całość zdecydowanie przypadła mi do gustu.

Podsumowując, "Fables" są komiksem nietuzinkowym. Genialnie nakreślony świat z paletą ciekawych postaci daje praktycznie nieograniczone możliwości wprowadzania nowych bohaterów i rozwoju zdarzeń. Willingham i spółka stworzyli dzieło kompletne w którym przemyślany scenariusz dopełniają kapitalne rysunki. Miejmy nadzieje, że seria obierze dobry kurs i nie zawiedzie czytelników.