Dlaczego i po co?

Stworzyłem tego bloga przede wszystkim dla siebie. Aby pisać o wszystkim na co mam ochotę. Zdaję sobie sprawę że nie posiadam zbyt dużych umiejętności, ale właśnie tutaj będę próbował to zmienić.
Pewnego dnia dołączył do mnie mój kumpel, i od tamtej pory razem "tworzymy".

piątek, 19 lutego 2010

Rok za nami!

Dziś mija rok odkąd niniejszy blog zaczął funkcjonować (19 luty 2009), ja co prawda dołączyłem ciut później (2 marca) ale pozwolę sobie podsumować naszą działalność od momentu jej faktycznego rozpoczęcia a nie mojego przystąpienia. Jak widać strona działa nadal i realizuje swoje założenia czyli komentowanie filmów, komiksów i książek z dodatkiem innych tematów w tle.

Żadne podsumowanie nie może się obejść bez cyferek i zestawień więc na początku kilka liczb z naszej działalności.
*Do tej pory pojawiło się 88 postów
*Średnio daje to 7 sztuk miesięcznie
*helsing stworzył 68% postów do 32% moich.
*najczęściej pisaliśmy o komiksach (45%) i filmach (16%)

Długo szukałem jakiś zestawień w których ja jestem "numerem jeden" i udało się;) W kategorii regularności pisania, na 12 minionych miesięcy, nie napisałem nic tylko w jednym (kwiecień), helsing odpuścił sobie trzy - ilością Go nie pobiję ale przynajmniej jestem bardziej regularny;). Mam nadzieję, że jego spadek aktywności w ostatnim półroczu nie jest trwały.

Odnośnie popularności nie odnieśliśmy sukcesu sądząc po ledwie kilku komentarzach czytających. Albo tysiące fanów zgadzają się z nami i nie mają nic do dodania albo.... nikt nas nie czyta. To skrajne wersje wydarzeń i prawda leży za pewne gdzieś pomiędzy. Mam nadzieję, że ktoś jednak tu czasem zagląda. Jeżeli są ludzie czytający nasze "wysiłki" to dwa słowa do ojca prowadzącego będą mile widziane, bluzgi albo pochwały są zawsze cenne dla piszącego.

Z perspektywy roku mogę pokusić się o ocenę i wyciągnąć pewne wnioski odnośnie mojej działalności. Jak obiecałem na początku swojej drogi tutaj, miałem zająć się książką i muzyką ale praktyka pokazała zupełnie co innego. Połowa moich tekstów dotyczyła komiksów a na drugim miejscu wylądowały filmy. Myślę, że ten układ nie zmieni się w przyszłości. Kilka ciekawych książek czeka na półce ale póki co nie mam czasu po nie sięgnąć a odnośnie muzyki popełniłem jedną recenzję i była to pierwsza i ostatnia próba. Czytając ten tekst po kilku miesiącach doszedłem do wniosku, że pisanie o muzyce mi nie leży i jest wiele osób znających się lepiej:) Z zadowoleniem przyznam, że przelewanie myśli na... ekran, daje mi dużo frajdy i mam nadzieję, że choć część tego entuzjazmu udzieliła się Wam.

Na końcu chcę podziękować za dotychczasową współpracę z helsingiem. Wspólna inicjatywa daje mi dużo zabawy i pomaga spożytkować energię na coś pożytecznego. Co będzie dalej nie wie nikt!

Pozdrawiam... i do przeczytania!

wtorek, 9 lutego 2010

Baśnie #5 "Cztery pory roku"

Tytuł: "Baśnie: Cztery pory roku" / "Fables: the Mean Seasons"
Scenariusz: Bill Willingham
Rysunki: Mark Buckingham, Tony Akins


Piąty tom "Baśni" ukazał się we wrześniu 2009 roku. Po czterech poprzednich numerach, w których poziom systematycznie rósł, oczekiwałem czegoś totalnie powalającego. Niestety spotkało mnie spore rozczarowanie.

"Cztery pory roku" stanowią rodzaj przerwy po szalonych wydarzeniach z "Marszu drewnianych żołnierzyków". Baśniogród musi podnieść się po bitwie i odbudować zniszczenia a mieszkańcy potrzebują czasu na odpoczynek. Całym tym bałaganem musi zarządzać nowo mianowany burmistrz czyli Książę Uroczy. Oddzielna historia o wojennej przeszłości Bigbiego pełni podobną rolę jak opowieść o Jacku w trzecim tomie a więc wzbogaca postać Wilka ale nie wnosi dużo do głównego ciągu zdarzeń, mimo to warto jej poświecić chwilę, gdyż zakończenie jest zaskakujące. Dużym plusem jest opowieść o Kopciuszku i pochwała należy się tu Willinghamowi za wprowadzenie nowej, interesującej postaci do gry. Klimat szpiegowskiej sensacji i podchodów z wrogim wywiadem zapowiada skomplikowane intrygi w dalszych przygodach agentki Baśniogordu. Nie mogę się doczekać bliższego poznania Kopciuszka w jej własnej serii "From Fabeltown with Love". Oby Egmont nie czekał długo z wydaniem tej pozycji.

Ważnym wydarzeniem "Czterech pór roku" jest poród Śnieżki, który niebagatelnie wpływa na wydarzenia w Woodlandzie. Po zakończonych wyborach na burmistrza, stanowisko przejmuje Książę Uroczy. Jego pierwsze decyzje wprowadzają sporo zmian i jak to w polityce bywa ściąga swoich ludzi do władz. Miejsce Śnieżki i Bigbiego zajmują Piękna i Bestia, dzięki czemu świeżo upieczeni rodzice dostają przymusowy urlop macierzyński. Królewna trafia na folwark, gdyż dzieci odziedziczyły po Bigbym wilcze cechy i nie mogą, zgodnie z prawem Baśniogrodu, przebywać w mieście. Sytuacja byłego szeryfa jest znacznie bardziej skomplikowana. Jako jedyny z wielu zwierząt, mimo amnestii występków popełnionych w przeszłości, musiał mieszkać poza farmą pod ludzką postacią i nie miał możliwości wstępu na jej teren. Teraz nie może wychowywać dzieci, a w Woodlandzie nie ma już dla niego miejsca. Niesiony instynktem postanawia zniknąć, choć zapewne tylko pozornie aby stale mieć oko na rodzinę. Śnieżka nie jest jednak pozostawiona sama sobie, gdyż z pomocą przychodzi jej... ojciec Bigbiego. Północny Wiatr oferuje synowej swoją wiedzę i pomoc przy wychowaniu sześciorga wnucząt, które oprócz wilczych cech odziedziczyły także po nim pewne magiczne zdolności. Z porodem Śnieżki wiąże się również mroczna tajemnica, która burzy spokój Królewny i zapewne odbije się donośnym echem w dalszej historii Baśniowców.
Nadciągają zatem duże zmiany dla Baśniogrodu i w kolejnym tomie "Strony rodzinne" możemy się spodziewać zadymy na miarę "Marszu". Szkoda tylko, że w tej części z jedne strony spotyka się wyciszenie po bitwie a z drugiej wstęp do kolejnej przygody. Przez ten odpoczynkowo-wprowadzający charakter nie za wiele się dzieje. Odnosi się wrażenie, że całość jest przegadana i na siłę rozciągnięta. Zapewne odczucia te wiążę się z niespełnionymi oczekiwaniami, ale trochę martwi też sposób prowadzenia fabuły przez scenarzystę - oby to tylko chwilowy przestój i szósty tom znów zamieszał.

Na słabą ocenę ma także wpływ rysunek. Buckingham oczywiście radzi sobie nieźle ale debiutujący w serii Akins nie pokazuje nic ciekawego. Wręcz odwrotnie, jest chyba najsłabszym artystą jaki tworzył dla "Baśni". Jego prace są zwyczajnie niestaranne i brzydkie. A gdzie Lan Medina!?. Do tej pory to najmniej udany tom i srogo rozczarowuje. Niemniej, zapowiada sporo ciekawych wydarzeń w kolejnej części. Czekam z nadzieją...

środa, 3 lutego 2010

Baśnie #4 "Marsz drewaninych żołnierzyków"

Tytuł: "Baśnie: Marsz drewnianych żołnierzyków"/
"Fables: March of the Wooden Soliders"
Scenariusz: Bill Willingham
Rysunki: Mark Buckingham, Craig Hamilton, P.Craig Russell


Czwarty integral "Baśni" jest najgrubszym jaki do tej pory wydano. Na przeszło 240 stronach dostajemy jedną historię złożoną z ośmiu zeszytów a więc całkiem sporo. Poprzedza ją prolog cofający akcję do wojny z Adwersarzem i obroną ostatniego portalu umożliwiającego ucieczkę do naszego świata. "Ostatni Bastion" to krwawa bitwa okupiona śmiercią wielu bohaterskich Baśniowców. Dramat ten wprowadza nas do wydarzeń zmierzających do walki o Baśniogród. Do naszego świata po raz pierwszy od ponad 100 lat trafia Baśniowiec i to nie byle jaki ale sam Czerwony Kapturek! W mieście wybucha wielkie zamieszanie i radość. Król Cole chce jak najszybciej przyjąć uciekinierkę do społeczności i zamierza wykorzystać ją w swojej kampanii wyborczej. Okazuje się bowiem, że Książę Uroczy, bogatszy teraz o fortunę Sinobrodego, zamierza ubiegać się o najwyższe stanowisko i zająć miejsce króla. Sytuacja ta jest precedensem, gdyż od momentu założenia Woodlandu nikt inny nie konkurował z Colem i automatycznie to on zostawał władcą na kolejne kadencje. Te wydarzenia nikną jednak w mroku nadciągających kłopotów. Bigby odkrywa że z utraconych krain oprócz Kapturka przedostał się ktoś jeszcze. Strażnicy portalu w Kanadzie zostali wymordowani i jak łatwo się domyślić odpowiedzialny jest za to Adwersarz. Podczas gdy szeryf prowadzi swoje śledztwo daleko od Nowego Jorku, Śnieżka sama musi sobie radzić z napiętą sytuacją w Baśniogrodzie. Niespodziewanie przeciwnik ujawnia się sam i w zamian za zaniechanie ataku żąda wydania wszystkich magicznych artefaktów wywiezionych z rodzinnych stron i... Pinokia. Kapitulacja nie wchodzi w grę i Baśniowcy szykują się do walki. Mobilizowane są wszelkie możliwe jednostki, z farmy ściągane są zwierzęta, wiedźmy szykują zaklęcia a inni mieszkańcy uzbrajają się w każdą dostępną broń. Konfrontacja wydaje się nieunikniona. Zapewniam że finał jest gorący i napakowany akcją do granic możliwości. Pomysł Willinghama na tożsamość przeciwnika zasługuje na brawa.

W poprzednim tomie niespodzianką dla mnie było objawienie się Księcia Uroczego, który i w tym wydatnie się udziela. Teraz podobną nowością jest Pinokio. Do tej pory pokazał się tylko raz w "Na wygnaniu" gdzie był autorem słynnej już rozmowy z jedną z wróżek. Tym razem spotykamy go częściej i prezentuje się jeszcze ciekawiej. Mimo ciała chłopca, jego powiedzonka i uszczypliwości przywodzą na myśl zatwardziałego i trochę zgorzkniałego mężczyznę z bogatym doświadczeniem. Jego prezentacja nie jest przypadkowa i ma on swój wkład w wydarzeniach wielkiej bitwy. Mam nadzieję, że Pinokio będzie się również udzielał w kolejnych częściach opowieści.

Chciałem tym razem pominąć rysowników, chwalonych przeze mnie już wielokrotnie, choć spisali się wyśmienicie jak zawsze. Dzisiejsza porcja pochwał trafia do ludzi odpowiedzialnych za kolory i tusz. Oczywiście cześć z nich to te same osoby. Mark Buckingham czy P.Craig Russell świetnie sprawdzają się w podwójnej roli. Przede wszystkim należy jednak wyróżnić działającego od początku serii Steve'a Leialoha genialnie radzącego sobie z konturami i cieniami. Całość nie była by tak dobra gdyby kolorów nie nakładał Daniel Vozzo. Do tej pory nie wspomniałem także o okładkach poszczególnych zeszytów umieszczanych w każdym tomie. Z reguły przedstawiają one kilka postaci umieszczonych w wyrwanych z kontekstu pozach. Autorem tych dzieł jest James Jean, który ma niesamowitą smykałkę do tworzenia niezwykle mrocznych i klimatycznych prac. Dodają one od siebie ulotną atmosferę sennej wizji z posmakiem koszmaru czyhającego tuż tuż. Tym oto sposobem otrzymujemy przepis na klasę samą w sobie. Na tle innych wydawanych u nas pozycji z Vertigo ciężko wskazać mi serię z lepszą oprawą graficzną.

"Marsz drewnianych Żołnierzyków" to moim zdaniem najlepsza część serii. Świetnie skrojony scenariusz oprawiony dobrymi rysunkami jest wciągający i daje dużo przyjemności z czytania. Twórcy przypominają nam, że ta opowieść to nie bajką i każdy błąd można przypłacić życiem, gdyż przeciwnik nie okaże litości. Dosadność, brutalność i nieprzewidywalność świata "Baśni" są jednymi z najlepszych cech tego tytułu i tutaj odnajdujemy ich esencję.