
Jakiś czas temu zakończył się premierowy sezon hitowego serialu stacji Fox, przedstawiający przygody dr. Lightmana i jego współpracowników. Pierwsze trzynaście odcinków zostało bardzo ciepło przyjęte dzięki czemu teraz oczekuję na kolejną serię. Natomiast o czym jest ten serial, który niewątpliwie pozytywnie wyróżnił się pośród nowości z początku tego roku?
Pomysł opiera się na badaniach, wciąż żyjącego naukowca Paula Ekmana, które dowodzą, że ekspresja twarzy jest uniwersalna dla wszystkich ludzi i niezależna od uwarunowań bilogicznych lub społecznych. Wspomniany dr Cal Lightman jest chodzącym wykrywaczem kłamstw. Brzmi to trochę śmiesznie, jednakże dzięki znajomości zachowań mimiki twarzy, w różnych sytuacjach, potrafi odczytać skrywane wewnątrz emocje. Jego firma - 'Lightman Group' - zatrudniana jest przez różnego rodzaju agencje i instytucje (często rządowe), które pragną odkryć prawdę o jakimś incydencie. Prócz głównego bohatera dostajemy kilka ciekawych postaci. Długą współpracowniczkę i psycholog - dr Gillian Foster; doskonale wyuczonego w wykrywaniu skrywanych uczuć, i mającego problem nadmiernej szczerości - Eli Loker; oraz świeżo zrekrutowaną, z naturalną umiejętnością rozpoznawania emocji - Ria Torres. Jest to dość ciekawa mieszanka osobowości.

Sam serial nie jest może wilekim odkryciem i przełmem w telewizyjbej rozrywce. Jednakże potrafi wciągnąć i zainteresować tematem. Wszystkie odcinki są zamkniętymi sprawami i łączą je jedynie problemy bohaterów z byłą żoną lub mężem. Niczym w serialu detektywistycznym, na początku zostajemy zapoznani ze sprawą a potem obserwujemy jak pracownicy biura starają się ją rozwikłać przedstawiając szczegóły i interpretacje zachowań podejrzanych. Tutaj dochodzimy do bardzo ciekawego pomysłu, który przewija się od samego początku. Zachowania przesłuchiwanych osób, ich reakcje i mimika twarzy są konfrontowane ze zdjęciami prawdziwych ludzi. I tak widzimy gesty kłamstwa z procesów O.J. Simpsona lub z tłumaczenia Billa Clintona na temat stosunków z Moniką Levinsky. Przerażenie administracji Busha Jr. po raporcie w sprawie broni biologicznej w Iraku i wiele innych odniesień do świata rzeczywistego. Odcinki trwają około 45 minut i jak można się spodziewać kończą się rozwiązaniem sprawy, jednakże nie zawsze jest to szczęśliwe zakończenie. Wraz z kolejnymi odcinkami sprawy stają się coraz bardziej złożone, a finał mógłby być niezłą fabułą na film pełnometrażowy. Do rzeczy mniej pozytywnych należy pewna schematyczność i przewidywalność epizodów, więc mam nadzieję że kolejny sezon zostanie rozbudowany o jakąś większą sprawę, która spowoduje jeszcze większe zainteresowanie tym tytułem.
Na koniec zostawiłem kwestie aktorskie. I jeśli chodzi o role drugoplanowe to są całkiem dobre, jak na produkcje telewizyjną. Kelli Williams, Monica Raymund i Brendan Hines zrobili to co mieli. Odegrali swoje i nie zepsuli niczego. Natomiast gwiazdą i największą zaletą "Lie to Me" jest oczywiście Tim Roth. Jego swoboda i umiejętności aż biją z ekranu, wyróżnia się spośród reszty ekipy. To co podobało mi się w jego grze w "4 pokojach" dostałem tutaj w 13 dawkach. Nonszalancja, lekkość wypwiadanych kwestii to wszystko jest znakiem charaktersytycznym tego aktora. Po zagraniu w "The Incredible Hulk", musiał przejść do TV aby znów zaświecić i pochwalić się kunsztem, którego dawno nie było widać. Mi odpowiada jeżeli świetni aktorzy idą do telewizji i wybierają ponadprzeciętne seriale. Nie ma w tym nic złego.

Jeżeli interseuje Cię psychologia to możę być serial dla Ciebie. Jeżeli lubisz detyktywistyczne zgadywanki rozwiązywane trochę nietypowymi metodami, jak najbardziej poproś znajomych o kopię. Jeżeli podziwiasz Tima Rotha i po prostu dobre aktorstwo to nie wahaj się i zaczynaj oglądać już teraz. Może nazbyt optymistyczny jest to opis, jednakże ja się świetnie bawiłem. Może nie tak jak przy "Zagubionych" czy "Dr. Housie" ale pozytywne wrażenia jak najbardziej pozostawił w mojej pamięci.










