Tytuł: "Arrowsmith - Za mundurem panny sznurem"
Scenariusz: Kurt Busiek
Rysunek: Carlos Pacheco
Wydawnictwo: Mucha Komiks 2008
Kurt Busiek i Carlos Pacheco połączyli swe siły, a owocem ich współpracy jest mini seria pod tytułem "Arrowsmith". Na całość składa się sześć zeszytów, w Polsce wydanych nakładem Mucha Komiks w zbiorczym tomie. Od strony technicznej nie można się do niczego przyczepić. Twarda oprawa i porządny papier trzymają wysoki poziom i komiks ładnie się prezentuje na półce, a podczas czytania nic nie trzeszczy i nie rozłazi się w szwach. Gorzej wypada liternictwo i skład tekstu. Brakuje liter, a kilka razy miałem wrażenie, że również całego wyrazu. Mnie najbardziej w oczy rzucił się błąd na stronie tytułowej gdzie zamieniono miejscami nazwiska autorów i wyszło na to, że Busiek jest rysownikiem...
Scenariusz:
Historia ukazana w komiksie bardzo mocno opiera się na wydarzeniach I Wojny Światowej. Nie jest to jednak stricte historyczny obraz, bowiem rzecz dzieje się w alternatywnym uniwersum, które tylko z grubsza przypomina znany nam świat.
Główny bohater, Fletcher Arrowsmith, jest nastolatkiem dorastającym na wsi w Stanach Zjednoczonych Kolumbii. Podziwia Zamorski Korpus Lotniczy i jego heroiczną walkę na froncie w Europie. Chętnie słucha opowieści o odważnych czynach i dokonania rodzimych żołnierzy. Kiedy pewnego dnia do jego miasteczka przybywa oddział lotników prowadzących nabór, chłopak zaciąga się wraz z przyjacielem i w tajemnicy przed rodzicami, a szczególnie ojcem, który jest przeciwnikiem wojny, wyjeżdża na front. Fletcher trafia na trening do szkoły wojskowej gdzie przez kilka miesięcy uczy się latać i walczyć w powietrzu. Następnie wyrusza na front gdzie musi zweryfikować swoje umiejętności przeciw prawdziwemu wrogowi.
Wstęp ten mógłby spokojnie rozpoczynać większość opowieści wojennych. Całość nie odbiega zbytnio od kanonu tego typu historii. Świat, który poznajemy, różni się jednak nie tylko geografią ale także obecnością magii. Na ulicach między ludźmi swobodnie przechadzają się trolle skalne czy krasnoludy i niczym niezwykłym nie są tu czary i zaklęcia. Po prawdzie, to na nich opiera się wojna. Głównym uzbrojeniem pozostają karabiny z bagnetami ale największe znaczenie mają magiczne bronie wymyślane i testowane w szkołach magów. "Słynny" gaz musztardowy zastąpiono zaczarowaną mgłą wywołującą agresję w okopach i zwracająca przeciw sobie własne oddziały. Oprócz tego wojska używają ognistych salamander, piekielnych demonów, hipnotyzujących driad i całej masy czarodziejskich sztuczek. W całym tym arsenale nie dziwi fakt, że lotnicy zamiast myśliwców używają do latania zaklęć. Każdy z nich ma też własnego smoka w wersji kieszonkowej, który przesiaduje na ramieniu właściciela niczym papuga u pirata. Ci dzielni żołnierze stanowią rozpoznanie i pierwszą linię ataku na siły nieprzyjaciela przez co wielu z nich ginie a tylko nielicznym udaje się przetrwać do kolejnej bitwy. Taką właśnie formacją jest Zamorski Korpus Lotników do którego trafia Arrowsmith i w którym przyjdzie mu stracić wielu przyjaciół i kolegów. W całej historii nie mogło także zabraknąć wątku miłosnego. Nasz Fletcher poznaję uroczą Grace, która służy w armii jako kierowca ambulansu. Ich związek, podczas trudów walki o przeżycie do następnego dnia, przeradza się z przyjaźni w miłość.
Z jednej strony wszystkie aspekty magii tak łatwo wtapiają się w opowieść, że już po chwili wydają się naturalnym elementem otoczenia. Nic nie jest przerysowane czy niepotrzebnie wyolbrzymione. Tworzy to spójny świat i w nie zakłóca odbioru całości, dodając specyficznego klimatu. Z drugiej strony dochodzę do wniosku, że całe to czarodziejskie urozmaicenie mogłoby spokojnie zostać usunięte. Scenariusz nie uległby praktycznie żadnym zmianom i opowiedziałby tą samą historię w realiach I Wojny Światowej bez uszczerbku dla jej autentyczności. Ocena sensu wprowadzenia takich zmian pozostawiam czytelnikom. Mi pomysł "tak samo, a jednak trochę inaczej" mimo wszystko przypadł do gustu.
Rysunek:
Styl prac Pacheco jest typowo mainstreamowy. Postacie i otoczenie zachowuje realistyczny wygląd i proporcje. Kolory użyte do wypełnienia kadrów są dość soczyste i mocne co również pozostaje w zgodzie z kanonem. Dla jednych będzie to wada i sztampa dla innych solidne rzemiosło. Dla mnie rysunki stoją na bardzo przyzwoitym poziomie i zachowują dużą ilość szczegółów oraz detali. Smaczku dodają małe driady latające nad ludźmi bądź inne magiczne stworzonka jak skrzydlate koty, które pojawiają się w tle i uzupełniają czarodziejską atmosferę tego świata. Poziom prac rysownika jest równy przez cały komiks i nie znalazłem żadnych spadków formy podczas produkcji serii. Ciężko mówić o wybitności ale zdecydowanie jest to praca na dobry plus.
Scenariusz: Kurt Busiek
Rysunek: Carlos Pacheco
Wydawnictwo: Mucha Komiks 2008
Kurt Busiek i Carlos Pacheco połączyli swe siły, a owocem ich współpracy jest mini seria pod tytułem "Arrowsmith". Na całość składa się sześć zeszytów, w Polsce wydanych nakładem Mucha Komiks w zbiorczym tomie. Od strony technicznej nie można się do niczego przyczepić. Twarda oprawa i porządny papier trzymają wysoki poziom i komiks ładnie się prezentuje na półce, a podczas czytania nic nie trzeszczy i nie rozłazi się w szwach. Gorzej wypada liternictwo i skład tekstu. Brakuje liter, a kilka razy miałem wrażenie, że również całego wyrazu. Mnie najbardziej w oczy rzucił się błąd na stronie tytułowej gdzie zamieniono miejscami nazwiska autorów i wyszło na to, że Busiek jest rysownikiem...
Scenariusz:Historia ukazana w komiksie bardzo mocno opiera się na wydarzeniach I Wojny Światowej. Nie jest to jednak stricte historyczny obraz, bowiem rzecz dzieje się w alternatywnym uniwersum, które tylko z grubsza przypomina znany nam świat.
Główny bohater, Fletcher Arrowsmith, jest nastolatkiem dorastającym na wsi w Stanach Zjednoczonych Kolumbii. Podziwia Zamorski Korpus Lotniczy i jego heroiczną walkę na froncie w Europie. Chętnie słucha opowieści o odważnych czynach i dokonania rodzimych żołnierzy. Kiedy pewnego dnia do jego miasteczka przybywa oddział lotników prowadzących nabór, chłopak zaciąga się wraz z przyjacielem i w tajemnicy przed rodzicami, a szczególnie ojcem, który jest przeciwnikiem wojny, wyjeżdża na front. Fletcher trafia na trening do szkoły wojskowej gdzie przez kilka miesięcy uczy się latać i walczyć w powietrzu. Następnie wyrusza na front gdzie musi zweryfikować swoje umiejętności przeciw prawdziwemu wrogowi.
Wstęp ten mógłby spokojnie rozpoczynać większość opowieści wojennych. Całość nie odbiega zbytnio od kanonu tego typu historii. Świat, który poznajemy, różni się jednak nie tylko geografią ale także obecnością magii. Na ulicach między ludźmi swobodnie przechadzają się trolle skalne czy krasnoludy i niczym niezwykłym nie są tu czary i zaklęcia. Po prawdzie, to na nich opiera się wojna. Głównym uzbrojeniem pozostają karabiny z bagnetami ale największe znaczenie mają magiczne bronie wymyślane i testowane w szkołach magów. "Słynny" gaz musztardowy zastąpiono zaczarowaną mgłą wywołującą agresję w okopach i zwracająca przeciw sobie własne oddziały. Oprócz tego wojska używają ognistych salamander, piekielnych demonów, hipnotyzujących driad i całej masy czarodziejskich sztuczek. W całym tym arsenale nie dziwi fakt, że lotnicy zamiast myśliwców używają do latania zaklęć. Każdy z nich ma też własnego smoka w wersji kieszonkowej, który przesiaduje na ramieniu właściciela niczym papuga u pirata. Ci dzielni żołnierze stanowią rozpoznanie i pierwszą linię ataku na siły nieprzyjaciela przez co wielu z nich ginie a tylko nielicznym udaje się przetrwać do kolejnej bitwy. Taką właśnie formacją jest Zamorski Korpus Lotników do którego trafia Arrowsmith i w którym przyjdzie mu stracić wielu przyjaciół i kolegów. W całej historii nie mogło także zabraknąć wątku miłosnego. Nasz Fletcher poznaję uroczą Grace, która służy w armii jako kierowca ambulansu. Ich związek, podczas trudów walki o przeżycie do następnego dnia, przeradza się z przyjaźni w miłość.Z jednej strony wszystkie aspekty magii tak łatwo wtapiają się w opowieść, że już po chwili wydają się naturalnym elementem otoczenia. Nic nie jest przerysowane czy niepotrzebnie wyolbrzymione. Tworzy to spójny świat i w nie zakłóca odbioru całości, dodając specyficznego klimatu. Z drugiej strony dochodzę do wniosku, że całe to czarodziejskie urozmaicenie mogłoby spokojnie zostać usunięte. Scenariusz nie uległby praktycznie żadnym zmianom i opowiedziałby tą samą historię w realiach I Wojny Światowej bez uszczerbku dla jej autentyczności. Ocena sensu wprowadzenia takich zmian pozostawiam czytelnikom. Mi pomysł "tak samo, a jednak trochę inaczej" mimo wszystko przypadł do gustu.
Rysunek:
Styl prac Pacheco jest typowo mainstreamowy. Postacie i otoczenie zachowuje realistyczny wygląd i proporcje. Kolory użyte do wypełnienia kadrów są dość soczyste i mocne co również pozostaje w zgodzie z kanonem. Dla jednych będzie to wada i sztampa dla innych solidne rzemiosło. Dla mnie rysunki stoją na bardzo przyzwoitym poziomie i zachowują dużą ilość szczegółów oraz detali. Smaczku dodają małe driady latające nad ludźmi bądź inne magiczne stworzonka jak skrzydlate koty, które pojawiają się w tle i uzupełniają czarodziejską atmosferę tego świata. Poziom prac rysownika jest równy przez cały komiks i nie znalazłem żadnych spadków formy podczas produkcji serii. Ciężko mówić o wybitności ale zdecydowanie jest to praca na dobry plus.
Podsumowując, mamy do czynienia z porządnym tytułem bez większych wad. Scenariusz mógłby być ciut bardziej odkrywczy i ciekawszy, co nie znaczy że jest nudny. Nie przejdzie może do historii, ale dla fanów superbohaterów będzie ciekawą odskocznia od facetów w kolorowych getrach. Podobno trwają już pracę nad kontynuacją... poczekamy, zobaczymy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz