Dlaczego i po co?

Stworzyłem tego bloga przede wszystkim dla siebie. Aby pisać o wszystkim na co mam ochotę. Zdaję sobie sprawę że nie posiadam zbyt dużych umiejętności, ale właśnie tutaj będę próbował to zmienić.
Pewnego dnia dołączył do mnie mój kumpel, i od tamtej pory razem "tworzymy".

piątek, 4 września 2009

Ferrari vs Lamborghini

Dzisiejszy post będzie trochę nietypowy gdyż odbiega od tematyki jaką zajmujemy się normalnie na naszym blogu i porusza tematy motoryzacyjne.

Świat samochodów jest pełen przeróżnych marek a każda z nich oferuje pokaźną liczbę modeli, którą należy jeszcze przemnożyć przez różnorakie wersje aby otrzymamy pełną paletę dostępną na rynku. Coraz częściej firmy te łączą się w wielkie koncerny i powoli zatracają indywidualny styl. Obecnie ciężko rozróżnić poszczególne modele jednej firmy a postępująca unifikacja i oszczędność zacierają różnice miedzy markami. Już dawno zatracono charakterystyczne cechy i fantazję projektów ale dopiero teraz wkraczamy w okres gdzie samochody zlewają się w jedną masę zapełniającą nasze ulice. Istnieją na szczęście przedsiębiorstwa, które utrzymują swój design i wykonanie na niezmiennie wysokim poziomie indywidualizmu. Będą to jednak z reguły marki luksusowe jak Rolls Royce, Aston Martin, Porsche czy Bentley. Co prawda do nich również wkrada się powoli korporacyjne zapożyczanie z innych firm, ale udaje im się oprzeć wtłoczeniu w szereg, głównie dzięki wysokiej cenie. Nie ma już co liczyć na odmienny styl Opla, Toyoty czy Forda. Samochody masowe dawno zostały sklonowane...
Pozostańmy jednak w sferze marzeń, tam gdzie panują dwunastocylindrowe silniki, bezkompromisowe wykonanie i nikt nie patrzy na spalanie czy emisję dwutlenku węgla. W tej rzeczywistości panują sportowe samochody pełne oktanów i nieujarzmionej mocy. Każdy ma swojego faworyta do tytułu najlepszego wozu i pewnie często padną nazwy Bugatti, Pagani, Koenigsegg, Porsche czy Maserati. Myślę jednak że najczęściej wymieniane będą dwie firmy: Ferrari i Lamborghini.

Trwa odwieczny pojedynek włoskich super-samochodów o prymat w klasie. Krwiście czerwony bolid z Maranello czy wściekle żółty pocisk z Santa Agata? Który lepszy? Spór fanów można porównać do innej legendarnego rywalizacji: Mitsubishi Lancer EVO kontra Subaru Impreza WRX STi (ale to już oddzielna historia). Obie strony mają oddanych fanatyków, wolących jeździć rowerem niż samochodem "wroga". Czy słusznie? Nie mam zamiaru odpowiadać na to pytanie. Każdy ma swoje gusta i podejście do obu firm. Przedstawię raczej moje odczucia i spostrzeżenia na ten temat nagromadzone w ciągu kilku ostatnich lat. Nie będę rozwodził się nad kolejnymi modelami i ich porównaniem, skupię się raczej na pokazaniu, zapewne subiektywnie, profilu obu marek, bo to jest najważniejsze przy takich samochodach - charakter i osobowość. Od razu mogę się też przyznać do słabości względem Lamborghini, ale gdyby ktoś mi zaproponował Ferrari...

Obie marki pochodzą z Włoch i obie są tam (jak z resztą na całym świecie) urzeczywistnieniem sportu, bogactwa i adrenaliny. Nie dziwi chyba zatem, że w kraju makaronu i mafii samochody te konkurują o względy klientów wyjątkowo zaciekle. Laik nie zauważy różnicy między nimi i co najwyżej skomentuje: "fajne sportowe autko". Różnice są jednak znaczne, oczywiście w skali motoryzacyjnego segmentu sportowego i determinują odbiór firmy przez fanów.

Symbol galopującego konia w znaku Ferrari oznacza szczęście i chyba spełnia swoje zadanie biorąc pod uwagę ponad sześćdziesiąt lat produkcji i sprzedaży samochodów, przez wielu uznawanych za najlepsze na świecie. Nie wyobrażam sobie aby ktoś mógł nie słyszeć słowa "ferrari" i nie kojarzyć go z czerwonym kolorem rosso corsa. Sama geneza tej barwy jest dość ciekawa. Czerwień jest wynikiem międzynarodowego podziału jaki ustalono podczas wyścigów Formuły 1 całe wieki temu. Uznano wtedy, że każdy z krajów biorący udział w sezonie powinien mieć przypisaną konkretną barwę nadwozia. I tak Francja otrzymała niebieski, Niemcy biały, Anglia zielony a Włochy czerwony. Dla fanów motoryzacji nie jest tajemnicą, że kolory te na długo przylgnęły do marek, które startowały w ówczesnych wyścigach. Francuskie Bugatti prezentowało swoje wozy w niebieskim, w Anglii legendarny jest kolor british racing green z Jaguara czy Aston Martina a Niemcy tylko przez przypadek zamieniły biały na srebrny, od tej pory będący kolorem wszystkich sportowych Mercedesów i Audi (wtedy jeszcze Auto Union). Prawdopodobnie podczas jednego z wyścigów bolid Mercedesa był za ciężki o kilka kilogramów i mechanicy odchudzili pojazd zdrapując z niego biały lakier zostawiając gołą, srebrną blachę poszycia. Włosi natomiast dostali czerwony, który na zawsze już połączono z wizerunkiem Alfa Romeo i właśnie Ferrari.

Ferrari 250 GTO

Enzo Ferrari (1898-1988), założyciel firmy, od zawsze interesował się wyścigami i stawiał je na pierwszym miejscu. Karierę rozpoczynał jako kierowca w zespole Alfa Romeo aby później założyć własny team Scuderia Ferrari. Od 1950 roku Scuderia bierze praktycznie nieprzerwanie udział w wyścigach Formuły 1 stając się najbardziej utytułowanym konstruktorem. Rozpoczęcie sprzedaży samochodów cywilnych w 1947 roku było głównie podyktowane potrzebą finansowania wyścigów i nowych projektów. Jak mawiał Enzo: "Należy wyprodukować tyle samochodów ilu jest chętnych, minus jeden". Ferrari słynął z twardego podejścia do zarządzania firmą i kadrą pracowników do końca życia osobiście pozostając u steru. Nie był zachwycony koniecznością sprzedaży samochodów i uważał klientów jedynie za dawców pieniędzy na jego kolejne plany. Mimo tej szorstkości reprezentował również siłę i upór w dążeniu do celu i osiągnął go pozostawiając po sobie symbol motoryzacyjnego kunsztu.

Historia Lamborghini nie jest tak bogata i nie ma żadnych wyścigowych korzeni. Wręcz odwrotnie, Ferruccio Lamborghini (1916-1993) był właścicielem manufaktury produkującej traktory i kombajny odnoszącej spore sukcesy finansowe. Nie dziwi zatem chęć sprawienia sobie sportowego auta z prawdziwego zdarzenia. Jak głosi legenda, w ten właśnie sposób spotkał się z Enzo w salonie Ferrari. Ferruccio zakupił jeden z modeli Ferrari, nie był jednak do końca zadowolony. Wrócił zatem do sprzedawcy i zaproponował kilka poprawek mogących usprawnić osiągi i prowadzenie samochodu. Ferrari nie miał najmniejszego zamiaru słuchać "laika" i między panami wybuchła zażarta kłótnia. Podobno po niej nigdy więcej już się nie spotkali. Jej następstwa jednak nie przeszły bez echa i dały początek nowej marce super-samochodów - Lamborghini. Pierwszy model 350GTV powstał w ciągu roku (1963) i od razu mocno dał się we znaki firmie z Maranello. Wyprodukowano tylko jedną sztukę, wystarczyło to jednak do pokazania, że Lamborghini chce i może stworzyć lepsze wozy od Enzo. Kolejny samochód ujrzał światło dzienne już w 1966 i został jednym z najważniejszych projektów w historii motoryzacji. Szkice Miury wyszły z pod ręki Marcello Gandiniego i był jego pierwszym projektem a kolor to... żółty z etykiety ulubionego szampana Ferruccio. Piękna sylwetka rozsławiła firmę na cały świat dając jej napływ zamówień i uznanie wśród klientów. Jak pokazała praktyka, samochód prowadził się ciężko i łatwo traciło się kontrolę nad 350 koniami mechanicznymi. Niemniej Miura szybko zyskała status kultowego i trafiła do garaży wielu bogatych i znanych. W tym czasie Ferrari również nie próżnowało wypuszczając na rynek legendarne już 250GTO będący do dziś symbolem marki i jednym z bardziej upragnionych przez kolekcjonerów modeli.

Lamborghini Miura

Od tej pory firmy rywalizują o pozycję najlepszego na rynku. Fabryka w Santa Agata ma jednak w ofercie tylko dwie linie modelowe; superszybki Murcielago i mniejszy Gallardo. Oba modele doczekały się wersji spider (bez dachu) i kilku kolejnych modyfikacji podnoszących moc. Pojawił się również Reventon, limitowana do 19 sztuk wersja Murcielago, z nowym nadwoziem przypominającym myśliwiec (niedługo doczekamy się wersji bez dachu). Krążą też plotki o czterodrzwiowym coupe ale to na razie sfera projektów. Jednak to katalog Ferrari jest bardziej obszerny. Odpowiednikami dla Lamborghini będą modele Enzo i F430 (niedługo zastąpiony przez F485 Italia), ale paleta jest znacznie szersza. Mamy zatem luksusowe 612 Scaglietti w klasie grand tour, mniejszego 599 Fiorano i bardziej "lanserską" Californię. Dla każdego coś dobrego. Ferrari także nie skąpi mocniejszych wersji i choćby F430 proponuje w odmianie Scuderia, którą kalibrował sam Michael Schumacher. Powstała też limitowana wersja Enzo pod nazwą FXX dla najwierniejszych klientów.

Lamborghini Reventon

Zarówno Lamborghini jak i Ferrari mają silniki umieszczone centralnie, czyli za fotelami kierowcy i pasażera (w ofercie Ferrari modele z silnikiem umieszczonym z przodu to 599, 612 i California). Taki układ daje rozłożenie masy pojazdu, między przednią a tylną osią, zbliżony do proporcji 50/50. Rozwiązanie takie znacząco wpływa na jakość prowadzenia i zapewnia świetną przyczepność oraz kontrolę samochodu na zakrętach. Z technicznego punktu widzenia największą różnicą będzie przeniesienie napędu na koła. Ferrari od zawsze jest wierne napędowi tylnemu. Mimo narowistości tego rozwiązania - kilkaset koni uwalnia się jedynie przez tylną oś - Ferrari słynie z genialnego prowadzenia i wykorzystania mocy. Daleko do takiej precyzji amerykańskim Viperom i Corvettom. Lamborghini z powodzeniem, od modelu Murcielago, stosuje napęd na wszystkie koła. Daje to znacznie lepszą przyczepność i pewność prowadzenia. Minusem tego układu będzie niższa prędkość maksymalna i ubytki mocy spowodowane większym obciążeniem silnika. Tutaj chyba pogrzebana jest największa różnica między markami. Ferrari to raczej samochód torowy, do pobijania rekordów okrążenia o kolejne setne sekundy i wymagający od kierowcy sporych umiejętności. Taki rodzaj bolidu na weekend, którym można na co dzień jeździć do pracy... byle po równych drogach. Marka czerpie garściami z doświadczenia zespołu Formuły 1 i stosuje najwyższy poziom technologii w drogowych modelach. Całość bez wątpienia stwarza otoczkę blichtru wyścigowego światka i dodaje prestiżu.
Lamborghini także pojedzie szybko choć nie tak aby zagrozić samochodom z Maranello. Wozy z pod znaku byka to brutalna siła i moc ale brak im takiej precyzji prowadzenia. To raczej pojazd do zabawy w jazdę kontrolowanym poślizgiem i przejażdżkach po górskich serpentynach, który nie potrzebuje tak dużej wprawy prowadzącego.
Stylistycznie obie marki również dzieli przepaść. Ferrari to kwintesencja stylu i finezji, ich projekty zawszę są lekki i pieszczą oko krągłościami i smukłością. Odpowiadają za nie najwięksi styliści włoscy jak Pinifarina czy Bertone. Osobiście potrzebowałem trochę czasu aby przekonać się do takich modeli jak Enzo czy F430, ale nie mogę odmówić im uroku, a najnowszy F485 to majstersztyk. Lamborghini stawia na projekty nowoczesne i futurystyczne gdzie dominują płaszczyzn łamiące się pod różnymi kątami. Całość sprawia wrażenie kanciastej i sterylnej koncepcji, przez co niektórzy mogą zarzucać im brak duszy.

Ferrari 485 Italia

Ferrari to wysoko urodzony pan w skórzanych rękawiczkach i szalu, skoncentrowany na precyzji i szybkości. Typ, który najbardziej lubi spędzać popołudnie w towarzystwie znajomych na koktajlu w ogrodzie. Dżentelmen i elegant w każdym calu. Lamborghini to bawidamek z osiedla, który przesiaduje na siłowni a wieczorem lubi pohałasować w barze i wypić kilka piwek. Kumpel na imprezę i do oglądania meczu. Którego bardziej polubicie? To zależy od was.
Jak widać włosi mają we krwi współzawodnictwo i obie marki do tej pory toczą bitwę o pierwszeństwo w segmencie, choć do zwycięstwa dążą innymi drogami. Wybór lepszego, moim zdaniem będzie czysto subiektywny. Ja odpowiedzieć nie potrafię i najpewniej zbierałbym pieniądze aż odłożę na obydwa. Jak się uda i pojeżdżę, to napiszę który mi bardziej pasuje:) Fanom pozostaje się cieszyć, że efektem starcia firm są coraz szybsze i piękniejsze bolidy, a chłopcy jeszcze długi czas będą mieli co wieszać na plakatach w swoich pokojach.

Brak komentarzy: