Dlaczego i po co?

Stworzyłem tego bloga przede wszystkim dla siebie. Aby pisać o wszystkim na co mam ochotę. Zdaję sobie sprawę że nie posiadam zbyt dużych umiejętności, ale właśnie tutaj będę próbował to zmienić.
Pewnego dnia dołączył do mnie mój kumpel, i od tamtej pory razem "tworzymy".

piątek, 9 października 2009

"Opowieści grozy" i "Torpedo" od Taurus Media

Tytuł: "Opowieści grozy" / "Tales of terror"
Scenariusz: Carlos Trillo
Rysunek: Eduardo Risso
Wydanie: Taurus Media 2008

Tytuł: "Torpedo"
Scenariusz: Enrique Sanchez Abuli
Rysunek: Jordi Bernet
Wydanie: Taurus Media 2009

Dziś komentarze do dwóch komiksów wydanych przez Taurus Media, które zakupiłem w ostatnim miesiącu. Na pierwszy ogień idą "Opowieści grozy". Do zakupu zachęciło mnie nazwisko Risso (100 Naboi) i ... okazyjna cena. Tytuł został zamknięty w 160 stronach i miękkiej okładce.


Scenariusz:

Na tom składa się 11 krótkich opowiadań grozy. Każde z nich stara się w trochę inny sposób przestraszyć czytelnika celną puentą lub ironią losu bohaterów. W niektórych rozdziałach się to udaje, w innych mniej. Streszczenie nie ma sensu ze względu na krótka formę historyjek, kilka zdań opisałoby całą fabułę. Generalnie im dalej tym lepiej. Wygląda to tak jakby Trillo rozgrzewał się i dopiero ostanie kilka opowiadań jest w pełni udanych. Przyznam, że większość bohaterów szybko mi umykała i nie potrafiłbym teraz doliczyć się jedenastu motywów. W jednej z historyjek poznajemy detektywa, który dostaje zlecenie zabicia tajemniczej kobiety i łamie zakaz rozmawiania z nią co nie kończy się dla niego dobrze. Ciekawy pomysł zaprezentowano w opowiadaniu, gdzie wampir przychodzi na bal maskowy w stroju... mumii. Oryginalnym rozwiązaniem zakończyły się także problemy małżeńskie pewnej ekscentrycznej pary. Numerem jeden jest, moim zdaniem, ostania nowelka o Frankensteinie, który przybywa do wielkiego miasta w poszukiwaniu swojego miejsca. Puenta jest zaskakująca i zarazem daje najwięcej do myślenia spośród pozostałych historii. Widać, że scenarzysta czerpał całymi garściami z dorobku horroru i zapożyczył wiele postaci z jego kanonu a kilka opowiadań ma gangsterski, brutalny klimat.
Charakterystyczne jest przekazanie narracji poszczególnym bohaterom, dzięki czemu mimo krótkiej fabuły, można się o nich dowiedzieć całkiem sporo. Na bieżąco komentują swoje przemyślenia i wydarzenia w otaczającym świecie. Podsumowując, komiks zawiera kilka ciekawych pomysłów, ale ma się wrażenie niedopracowania i całość mogła by być bardziej dopieszczona gdyż groza potrafi się szybko ulotnić.

Rysunek:
Eduard Risso zyskał uznanie za wykonanie grafiki do serii "100 Naboi". W "Opowieściach grozy" utrzymuje swój styl szkicu i rysowania postaci. Tym razem nie używa jednak kolorów co pozwala zachować mroczny klimat opowiadań. Nie mogłem się pozbyć wrażenia, że czytam kontynuację "Sin City" Franka Millera. Sposób "barwienia" przy użyciu jedynie bieli i czerni bardzo przypomina millerowskie miasto grzechu. Nie wiem czy był to celowy zabieg czy tylko przypadek. Pomijając to podobieństwo, rysunek pasuje idealnie do całości i zasługuje na uznanie.

Drugim omawianym komiksem będzie "Torpedo". Tom numer 1 to trzy pierwsze części oryginału a każda z nich zawiera kilka krótkich opowiadań. Twarda okładka robi lepsze wrażenie niż soft cover z "Opowieści grozy" ale to techniczne detale. Poza tym "Torpedo" również jest tytułem czarno-białym.


Scenariusz:

Fabuła to historia gangstera Luci Torpedo, rozgrywająca się w 1936 roku w Nowym Jorku. Podobnie jak poprzedni komiks tak i ten jest zbiorem krótkich opowiastek, tym razem ze świata mafii. Do tej pory nie dopatrzyłem się wspólnego wątku ale myślę, że w kolejnych tomach kilka postaci może ponownie pojawić się na scenie i zagmatwać losy gangstera. Wśród odcinków dziejących się aktualnie, wpleciono kilka poświęconych przeszłości i młodości Luci. Dzięki tym retrospekcjom poznajemy początki jego przestępczej drogi, pierwsze zabójstwo i pierwszy napad na bank - taki rodzaj pamiętniczka. Sam Torpedo to drań bez skrupułów. Autor w żaden sposób go nie usprawiedliwia za to co robi, nikt go nie zaczepia ani nie zmusza do działania. Torpedo sam przyjmuje zlecenia i wykonuje je z zimną krwią. Używa podstępów, potrafi strzelić w plecy, pozbywa się współpracowników i z lubością wykorzystuje kobiety. Czasami takie zachowanie uchodzi mu na sucho, czasem dostaje za swoje. W świecie mafii nie ma sprawiedliwości i wszystko zależy tylko od Luci. Jego spryt pozwala mu przeżyć w niebezpiecznym środowisku, niestety nie zawsze uchroni go przed skutkami niecnych zachowań. Jedynym zaufanym jest pomocnik Rascal , który wspiera szefa w wykonywanych misjach. Postać Torpedo zdecydowanie ma mocny i wyrazisty charakter twardziela. Uroku dodają mu odzywki, które są przekręconą wersją znanych powiedzeń. Z kopcącym papieroskiem przypomina złego brata Humphreya Bogarta z "Casablanci". Jedynym wyznacznikiem jego działania jest kwota, jaką zgarnie za zlecenie i nic innego nie ma znaczenia.

Rysunek:
Strona wizualna prezentuje się na bardzo przyzwoitym poziomie. Pierwsze dwa odcinki zostały narysowane przez Alexa Totha. Twórca był dość mocno związany z amerykańskim mainstreamem superbohaterów co widać w kanciastych sylwetkach i uproszczonym rysunku tła. Nie zachwyciły mnie jego prace a kiedy doszedłem do trzeciego zeszytu i zobaczyłem możliwości Jordi Berneta od razu wiedziałem, że zmiana rysownika wyszła serii na plus. Bernet trochę karykaturuje postaci mężczyzn przerysowując podbródki, uszy czy nos ale kobiety rysuje w stylu pin up z dużą dawką seksapilu. Pełne usta, duże oczy i pokaźny biust są genialnie wkomponowane w smukłe sylwetki pań, które pojawiają się w komiksie. Całość jest realistyczna, autor zachowuje proporcje budynków, samochodów czy broni oraz raczy szczegółami otoczenia. Styl prac Berneta i jego sposób kadrowania akcji przypadł mi do gustu zapewniając mu miejsce na liście Moi ulubieni rysownicy. Nie mogę się pozbyć wrażenia, że Torpedo to gangsterska wersja Lucky Lucka, szczególnie z pogiętym papierosem w ustach i przekrzywionym kapeluszu. Najlepiej przejrzeć kilka stron z komiksu i przekonać się samemu. Dla mnie rewelacja.


Podsumowując, oba komisy są zbiorem krótkich nowelek. Łączy je również czarno-biały rysunek i ciężki klimat historyjek z mocną puentą. "Opowieści grozy" to tytuł na jedno czytanie, raczej nie będę do niego wracał w najbliższym czasie. Pozycja z potencjałem dobrych pomysłów i mrocznym przesłaniem, niestety trochę niedorobiona. "Torpedo" to początek cyklu o mafijnym zabójcy, który wprowadza w klimat noir. Najprawdopodobniej na jednym tomie nie skończę i Luca zagości jeszcze w mojej kolekcji z kolejnymi częściami.

Brak komentarzy: