Dlaczego i po co?

Stworzyłem tego bloga przede wszystkim dla siebie. Aby pisać o wszystkim na co mam ochotę. Zdaję sobie sprawę że nie posiadam zbyt dużych umiejętności, ale właśnie tutaj będę próbował to zmienić.
Pewnego dnia dołączył do mnie mój kumpel, i od tamtej pory razem "tworzymy".

środa, 3 lutego 2010

Baśnie #4 "Marsz drewaninych żołnierzyków"

Tytuł: "Baśnie: Marsz drewnianych żołnierzyków"/
"Fables: March of the Wooden Soliders"
Scenariusz: Bill Willingham
Rysunki: Mark Buckingham, Craig Hamilton, P.Craig Russell


Czwarty integral "Baśni" jest najgrubszym jaki do tej pory wydano. Na przeszło 240 stronach dostajemy jedną historię złożoną z ośmiu zeszytów a więc całkiem sporo. Poprzedza ją prolog cofający akcję do wojny z Adwersarzem i obroną ostatniego portalu umożliwiającego ucieczkę do naszego świata. "Ostatni Bastion" to krwawa bitwa okupiona śmiercią wielu bohaterskich Baśniowców. Dramat ten wprowadza nas do wydarzeń zmierzających do walki o Baśniogród. Do naszego świata po raz pierwszy od ponad 100 lat trafia Baśniowiec i to nie byle jaki ale sam Czerwony Kapturek! W mieście wybucha wielkie zamieszanie i radość. Król Cole chce jak najszybciej przyjąć uciekinierkę do społeczności i zamierza wykorzystać ją w swojej kampanii wyborczej. Okazuje się bowiem, że Książę Uroczy, bogatszy teraz o fortunę Sinobrodego, zamierza ubiegać się o najwyższe stanowisko i zająć miejsce króla. Sytuacja ta jest precedensem, gdyż od momentu założenia Woodlandu nikt inny nie konkurował z Colem i automatycznie to on zostawał władcą na kolejne kadencje. Te wydarzenia nikną jednak w mroku nadciągających kłopotów. Bigby odkrywa że z utraconych krain oprócz Kapturka przedostał się ktoś jeszcze. Strażnicy portalu w Kanadzie zostali wymordowani i jak łatwo się domyślić odpowiedzialny jest za to Adwersarz. Podczas gdy szeryf prowadzi swoje śledztwo daleko od Nowego Jorku, Śnieżka sama musi sobie radzić z napiętą sytuacją w Baśniogrodzie. Niespodziewanie przeciwnik ujawnia się sam i w zamian za zaniechanie ataku żąda wydania wszystkich magicznych artefaktów wywiezionych z rodzinnych stron i... Pinokia. Kapitulacja nie wchodzi w grę i Baśniowcy szykują się do walki. Mobilizowane są wszelkie możliwe jednostki, z farmy ściągane są zwierzęta, wiedźmy szykują zaklęcia a inni mieszkańcy uzbrajają się w każdą dostępną broń. Konfrontacja wydaje się nieunikniona. Zapewniam że finał jest gorący i napakowany akcją do granic możliwości. Pomysł Willinghama na tożsamość przeciwnika zasługuje na brawa.

W poprzednim tomie niespodzianką dla mnie było objawienie się Księcia Uroczego, który i w tym wydatnie się udziela. Teraz podobną nowością jest Pinokio. Do tej pory pokazał się tylko raz w "Na wygnaniu" gdzie był autorem słynnej już rozmowy z jedną z wróżek. Tym razem spotykamy go częściej i prezentuje się jeszcze ciekawiej. Mimo ciała chłopca, jego powiedzonka i uszczypliwości przywodzą na myśl zatwardziałego i trochę zgorzkniałego mężczyznę z bogatym doświadczeniem. Jego prezentacja nie jest przypadkowa i ma on swój wkład w wydarzeniach wielkiej bitwy. Mam nadzieję, że Pinokio będzie się również udzielał w kolejnych częściach opowieści.

Chciałem tym razem pominąć rysowników, chwalonych przeze mnie już wielokrotnie, choć spisali się wyśmienicie jak zawsze. Dzisiejsza porcja pochwał trafia do ludzi odpowiedzialnych za kolory i tusz. Oczywiście cześć z nich to te same osoby. Mark Buckingham czy P.Craig Russell świetnie sprawdzają się w podwójnej roli. Przede wszystkim należy jednak wyróżnić działającego od początku serii Steve'a Leialoha genialnie radzącego sobie z konturami i cieniami. Całość nie była by tak dobra gdyby kolorów nie nakładał Daniel Vozzo. Do tej pory nie wspomniałem także o okładkach poszczególnych zeszytów umieszczanych w każdym tomie. Z reguły przedstawiają one kilka postaci umieszczonych w wyrwanych z kontekstu pozach. Autorem tych dzieł jest James Jean, który ma niesamowitą smykałkę do tworzenia niezwykle mrocznych i klimatycznych prac. Dodają one od siebie ulotną atmosferę sennej wizji z posmakiem koszmaru czyhającego tuż tuż. Tym oto sposobem otrzymujemy przepis na klasę samą w sobie. Na tle innych wydawanych u nas pozycji z Vertigo ciężko wskazać mi serię z lepszą oprawą graficzną.

"Marsz drewnianych Żołnierzyków" to moim zdaniem najlepsza część serii. Świetnie skrojony scenariusz oprawiony dobrymi rysunkami jest wciągający i daje dużo przyjemności z czytania. Twórcy przypominają nam, że ta opowieść to nie bajką i każdy błąd można przypłacić życiem, gdyż przeciwnik nie okaże litości. Dosadność, brutalność i nieprzewidywalność świata "Baśni" są jednymi z najlepszych cech tego tytułu i tutaj odnajdujemy ich esencję.

Brak komentarzy: