Tytuł: "Baśnie: Cztery pory roku" / "Fables: the Mean Seasons"
Scenariusz: Bill Willingham
Rysunki: Mark Buckingham, Tony Akins

Piąty tom "Baśni" ukazał się we wrześniu 2009 roku. Po czterech poprzednich numerach, w których poziom systematycznie rósł, oczekiwałem czegoś totalnie powalającego. Niestety spotkało mnie spore rozczarowanie.
"Cztery pory roku" stanowią rodzaj przerwy po szalonych wydarzeniach z "Marszu drewnianych żołnierzyków". Baśniogród musi podnieść się po bitwie i odbudować zniszczenia a mieszkańcy potrzebują czasu na odpoczynek. Całym tym bałaganem musi zarządzać nowo mianowany burmistrz czyli Książę Uroczy. Oddzielna historia o wojennej przeszłości Bigbiego pełni podobną rolę jak opowieść o Jacku w trzecim tomie a więc wzbogaca postać Wilka ale nie wnosi dużo do głównego ciągu zdarzeń, mimo to warto jej poświecić chwilę, gdyż zakończenie jest zaskakujące. Dużym plusem jest opowieść o Kopciuszku i pochwała należy się tu Willinghamowi za wprowadzenie nowej, interesującej postaci do gry. Klimat szpiegowskiej sensacji i podchodów z wrogim wywiadem zapowiada skomplikowane intrygi w dalszych przygodach agentki Baśniogordu. Nie mogę się doczekać bliższego poznania Kopciuszka w jej własnej serii "From Fabeltown with Love". Oby Egmont nie czekał długo z wydaniem tej pozycji.
Ważnym wydarzeniem "Czterech pór roku" jest poród Śnieżki, który niebagatelnie wpływa na wydarzenia w Woodlandzie. Po zakończonych wyborach na burmistrza, stanowisko przejmuje Książę Uroczy. Jego pierwsze decyzje wprowadzają sporo zmian i jak to w polityce bywa ściąga swoich ludzi do władz. Miejsce Śnieżki i Bigbiego zajmują Piękna i Bestia, dzięki czemu świeżo upieczeni rodzice dostają przymusowy urlop macierzyński. Królewna trafia na folwark, gdyż dzieci odziedziczyły po Bigbym wilcze cechy i nie mogą, zgodnie z prawem Baśniogrodu, przebywać w mieście. Sytuacja byłego szeryfa jest znacznie bardziej skomplikowana. Jako jedyny z wielu zwierząt, mimo amnestii występków popełnionych w przeszłości, musiał mieszkać poza farmą pod ludzką postacią i nie miał możliwości wstępu na jej teren. Teraz nie może wychowywać dzieci, a w Woodlandzie nie ma już dla niego miejsca. Niesiony instynktem postanawia zniknąć, choć zapewne tylko pozornie aby stale mieć oko na rodzinę. Śnieżka nie jest jednak pozostawiona sama sobie, gdyż z pomocą przychodzi jej... ojciec Bigbiego. Północny Wiatr oferuje synowej swoją wiedzę i pomoc przy wychowaniu sześciorga wnucząt, które oprócz wilczych cech odziedziczyły także po nim pewne magiczne zdolności. Z porodem Śnieżki wiąże się również mroczna tajemnica, która burzy spokój Królewny i zapewne odbije się donośnym echem w dalszej historii Baśniowców.
Nadciągają zatem duże zmiany dla Baśniogrodu i w kolejnym tomie "Strony rodzinne" możemy się spodziewać zadymy na miarę "Marszu". Szkoda tylko, że w tej części z jedne strony spotyka się wyciszenie po bitwie a z drugiej wstęp do kolejnej przygody. Przez ten odpoczynkowo-wprowadzający charakter nie za wiele się dzieje. Odnosi się wrażenie, że całość jest przegadana i na siłę rozciągnięta. Zapewne odczucia te wiążę się z niespełnionymi oczekiwaniami, ale trochę martwi też sposób prowadzenia fabuły przez scenarzystę - oby to tylko chwilowy przestój i szósty tom znów zamieszał.
Na słabą ocenę ma także wpływ rysunek. Buckingham oczywiście radzi sobie nieźle ale debiutujący w serii Akins nie pokazuje nic ciekawego. Wręcz odwrotnie, jest chyba najsłabszym artystą jaki tworzył dla "Baśni". Jego prace są zwyczajnie niestaranne i brzydkie. A gdzie Lan Medina!?. Do tej pory to najmniej udany tom i srogo rozczarowuje. Niemniej, zapowiada sporo ciekawych wydarzeń w kolejnej części. Czekam z nadzieją...
Scenariusz: Bill Willingham
Rysunki: Mark Buckingham, Tony Akins

Piąty tom "Baśni" ukazał się we wrześniu 2009 roku. Po czterech poprzednich numerach, w których poziom systematycznie rósł, oczekiwałem czegoś totalnie powalającego. Niestety spotkało mnie spore rozczarowanie.
"Cztery pory roku" stanowią rodzaj przerwy po szalonych wydarzeniach z "Marszu drewnianych żołnierzyków". Baśniogród musi podnieść się po bitwie i odbudować zniszczenia a mieszkańcy potrzebują czasu na odpoczynek. Całym tym bałaganem musi zarządzać nowo mianowany burmistrz czyli Książę Uroczy. Oddzielna historia o wojennej przeszłości Bigbiego pełni podobną rolę jak opowieść o Jacku w trzecim tomie a więc wzbogaca postać Wilka ale nie wnosi dużo do głównego ciągu zdarzeń, mimo to warto jej poświecić chwilę, gdyż zakończenie jest zaskakujące. Dużym plusem jest opowieść o Kopciuszku i pochwała należy się tu Willinghamowi za wprowadzenie nowej, interesującej postaci do gry. Klimat szpiegowskiej sensacji i podchodów z wrogim wywiadem zapowiada skomplikowane intrygi w dalszych przygodach agentki Baśniogordu. Nie mogę się doczekać bliższego poznania Kopciuszka w jej własnej serii "From Fabeltown with Love". Oby Egmont nie czekał długo z wydaniem tej pozycji.
Ważnym wydarzeniem "Czterech pór roku" jest poród Śnieżki, który niebagatelnie wpływa na wydarzenia w Woodlandzie. Po zakończonych wyborach na burmistrza, stanowisko przejmuje Książę Uroczy. Jego pierwsze decyzje wprowadzają sporo zmian i jak to w polityce bywa ściąga swoich ludzi do władz. Miejsce Śnieżki i Bigbiego zajmują Piękna i Bestia, dzięki czemu świeżo upieczeni rodzice dostają przymusowy urlop macierzyński. Królewna trafia na folwark, gdyż dzieci odziedziczyły po Bigbym wilcze cechy i nie mogą, zgodnie z prawem Baśniogrodu, przebywać w mieście. Sytuacja byłego szeryfa jest znacznie bardziej skomplikowana. Jako jedyny z wielu zwierząt, mimo amnestii występków popełnionych w przeszłości, musiał mieszkać poza farmą pod ludzką postacią i nie miał możliwości wstępu na jej teren. Teraz nie może wychowywać dzieci, a w Woodlandzie nie ma już dla niego miejsca. Niesiony instynktem postanawia zniknąć, choć zapewne tylko pozornie aby stale mieć oko na rodzinę. Śnieżka nie jest jednak pozostawiona sama sobie, gdyż z pomocą przychodzi jej... ojciec Bigbiego. Północny Wiatr oferuje synowej swoją wiedzę i pomoc przy wychowaniu sześciorga wnucząt, które oprócz wilczych cech odziedziczyły także po nim pewne magiczne zdolności. Z porodem Śnieżki wiąże się również mroczna tajemnica, która burzy spokój Królewny i zapewne odbije się donośnym echem w dalszej historii Baśniowców.
Nadciągają zatem duże zmiany dla Baśniogrodu i w kolejnym tomie "Strony rodzinne" możemy się spodziewać zadymy na miarę "Marszu". Szkoda tylko, że w tej części z jedne strony spotyka się wyciszenie po bitwie a z drugiej wstęp do kolejnej przygody. Przez ten odpoczynkowo-wprowadzający charakter nie za wiele się dzieje. Odnosi się wrażenie, że całość jest przegadana i na siłę rozciągnięta. Zapewne odczucia te wiążę się z niespełnionymi oczekiwaniami, ale trochę martwi też sposób prowadzenia fabuły przez scenarzystę - oby to tylko chwilowy przestój i szósty tom znów zamieszał.
Na słabą ocenę ma także wpływ rysunek. Buckingham oczywiście radzi sobie nieźle ale debiutujący w serii Akins nie pokazuje nic ciekawego. Wręcz odwrotnie, jest chyba najsłabszym artystą jaki tworzył dla "Baśni". Jego prace są zwyczajnie niestaranne i brzydkie. A gdzie Lan Medina!?. Do tej pory to najmniej udany tom i srogo rozczarowuje. Niemniej, zapowiada sporo ciekawych wydarzeń w kolejnej części. Czekam z nadzieją...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz