Bramki: Rengifo (Lech, 11.), Pepe (56.), Di Natale (90.)No i nie udało się. Jednakże po obejrzeniu drugiej części spotkania (pierwszej nie zdążyłem, z pewnych względów) widać było jak dużo dzieli nasz futbol od tego włoskiego. Nic nie pomoże dobra postawa w połowie meczu, kiedy w drugiej zespół zupełnie nie istnieje. Lech Poznań został stłamszony przez Udinese. Pozwolono im się wyszaleć i w odpowiednim momencie zostali nauczeni prawdziwej gry w piłkę.
Do tego dopasowali się komentatorzy, którzy na początku drugiej połowy śmiali się z Włochów, że to Lech gra cwańszą piłkę. Pod koniec ganili ich, że wykorzystują przerwy w grze jak najdłużej. Nie ma to jak hipokryzja na wizji... Szkoda Lecha, ale gdyby faktycznie zasłużył, i był lepszy niż Udinese, to w czasie przewagi strzeliłby więcej niż jedną bramkę. Ale stworzył mini-legendę, którą media przez kilka miesięcy będą się cieszyć, a kibice Kolejorza szczycić na meczach w Warszawie. Wszystko co dobre, szybko się kończy. Do następnego.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz