Dlaczego i po co?

Stworzyłem tego bloga przede wszystkim dla siebie. Aby pisać o wszystkim na co mam ochotę. Zdaję sobie sprawę że nie posiadam zbyt dużych umiejętności, ale właśnie tutaj będę próbował to zmienić.
Pewnego dnia dołączył do mnie mój kumpel, i od tamtej pory razem "tworzymy".

niedziela, 3 maja 2009

Co w kinie piszczy...

W ostatnim miesiącu miałem okazje być trzy razy w kinie. Chciałem zatem podzielić się z Wami swoimi spostrzeżeniami odnośnie obejrzanych filmów. Ponieważ należą do innych gatunków i ciężko je ze sobą zestawić, mogę pokusić się jedynie o określenie dobry lub zły.

Pierwszy z nich to "The International" w reżyserii Toma Tykwera (m.in. "Pachnidło"). W rolach głównych wystąpili Clive Owen i Naomi Watts. Obraz miał być z założenia mieszanką thrillera i sensacji. Dwójka agentów za wszelką cenę chce dotrzeć do osób stojących za potężnym układem finansowym mającym na celu wspieranie puczów wojskowych w krajach Trzeciego Świata. Główny bohater grany przez Owena jest mało interesującą postacią i nie ma szans na pamięć dłuższą niż trwanie seansu. Ciężko mi zmusić się do myślenia o Owenie jako o aktorze. Był najsłabszym punktem tragicznego "Króla Artura" i świetnego "Sin City" a "The International" to kolejny film, w którym nie pokazuje nic prócz tego, że potrafi powtarzać kwestie z kamienną twarzą. Równie irytująca jest Naomi Watts, która szwenda się za partnerem marszcząc brwi niczym pięciolatka nie mogąca pojąć całek. Sama fabuła jest nudnawa i nie wciąga, ale na swoją obronę ma kilka nieźle zrealizowanych scen strzelanin i pościgów. Nie ma tu niestety mowy o napięciu i dramaturgii thrillera. Bardzo przeciętnie.

Kolejnym filmem jest obraz zatytułowany "Co się stało?". W roli głównej Robert DeNiro a towarzyszą mu Sean Pean i Bruce Willis - co ciekawe, ci dwaj grają samych siebie - wielkie sławy z Hollywood. DeNiro wciela się w producenta filmowego, który musi użerać się z reżyserem-ćpunem (całkiem niezły Michael Wincott), szefową studia filmowego i aktorem nie chcącym zgolić brody do nowego filmu (Willis). Bohater ma problemy z dorastającą córką z pierwszego małżeństwa, musi ratować drugie, które właśnie przechodzi separacje. Staje na głowie żeby zadowolić szefową i zmusić ekipę do pracy nad nowym filmem a w między czasie ma premierę poprzedniego dzieła na Festiwalu w Cannes. Gdzieś w tle pojawia się wątek samobójstwa jednego z producentów oraz romans żony. Tylko po co to wszystko!? Żaden wątek nie jest rozbudowany ani porządnie przedstawiony, DeNiro jeździ w te i z powrotem, reklamując przy okazji swoje Porsche, i bez sensu się wszędzie spieszy. Nieliczne sceny komediowe mają żenująco niski poziom (problemy żołądkowe jednego z współpracowników). Jeżeli to miało być ambitne kino to tego nie dostrzegłem, zauważyłem za to (z całym szacunkiem dla wcześniejszych dokonań), że pan Robert powinien poważnie pomyśleć o emeryturze. Ani śmieszne ani pouczające, zwyczajnie nudne.

Ostatnim opisywanym dziś filmem jest "X-Men Geneza: Wolverine". Idąc na ten seans spodziewałem się jednego: dynamicznej rozwałki czynionej pazurami rosomaka, okraszonej wybuchowymi efektami specjalnymi! Film trzyma w napięciu i nie nudzi widza
(w porównaniu do opisanych powyżej). Fabuła trochę przewidywalna i sztampowa posiada kilka ciekawszych zwrotów akcji. Scenariusz zaskakuje masą śmiesznych scen i dialogów, przy tym tytule można się naprawdę pary razy pośmiać. Moim zdaniem początek zdecydowanie lepszy od zakończenia - zabrakło inwencji na cały projekt i finał zdaje się zbyt wymęczony. Aktorstwo stoi na dobrym poziomie i trzeba specjalnie szukać żeby się do czegoś przyczepić. Mi nie odpowiadał Jhon Wraith (Will I Am) oraz Gambit (Taylor Kitsch), ale to postaci drugoplanowe. Dwójka głównych bohaterów, czyli Wolverine (Hugh Jackman) i Sabertooth (Liev Schreiber) są świetni i miło jest śledzić ich przygody (dla tego duetu warto by zrobić część drugą;D). Reszta postaci to aktorstwo na dobrym, zadowalającym poziomie. W kategorii rozrywki jako takiej film wypada, zgodnie z moim oczekiwaniami - dobrze. W zasadzie jedyny zarzut to jakość efektów specjalnych pozostawiająca trochę do życzenia - były niedopracowane i sztuczne. Dla fanów X-men i Wolverine'a pozycja godna polecenia, dla innych raczej na jedno obejrzenie. Ogólnie bardzo poprawnie.

Brak komentarzy: