Zakładam, że większość z Was widziała serial "Z Archiwum X". W moim przypadku oglądanie przebiegało według mniej więcej takiego scenariusza: "Boże, ale ta Scully gorąca... O! jest i Mulder" i przez resztę odcinka ruda bogini schodziła na drugi plan. Nie żebym gustował w mężczyznach czy coś, ale Mulder był nietuzinkową postacią i bez niego serial nie byłby tak dobry (z całym szacunkiem dla Gillian Anderson). To Fox był magnesem i postacią główną. Z kolei sam agent nie powstał by bez Davida Duchovnego. Kiedy więc serial X umierał po dziewięciu sezonach i dwóch filmach (moim zdaniem trochę wcześniej) wydawało się, że Duchovny zostanie zapomniany i z metką Mulder przyklejoną do czoła zamknięty w szufladce. Przez kilka lat nie pokazywał się za często na ekranie a kilka filmów z nim ciężko nazwać hitami. Do czasu... W 2007 roku, na kanale Showtime, rozpoczęła się emisja serialu "Californication". Pierwszy sezon ciepło przyjęty zaowocował drugim sezonem w 2008 roku i trzecim, którego emisja ruszy w 2009. Przyznam szczerze, że planowałem napisać o każdej serii oddzielną notkę, ale nie dałem rady! Ten serial skonstruowano tak, że widz przykleja się do fotela a jego oczy robią się kwadratowe jak ekran. Nim się obejrzałem już byłem w połowie drugiego sezonu i bez namysłu oglądałem dalszy ciąg.
Serial opowiada historię poczytnego pisarza Hanka Moody'ego. Z Nowego Jorku przeniósł się wraz z dziewczyną Karren (Natascha McElhone) i córką Beccą (Madeleine Martin) do Los Angeles - tutaj niestety związek się rozpadł. Kiedy poznajemy bohaterów, Karren planuje ślub z nowym partnerem Billem a Hank bezskutecznie próbuje napisać czwartą książkę i pilnuje produkcji filmu w oparciu o poprzedni tytuł. Brak weny i chęci do pracy powoduje, że pisarz snuje się po el ej i przesiaduje w barach podrywając dziewczyny. Brzmi jak dramat prawda? Nic z tego. Serial skrzy się ostrym humorem. Mamy tu całą masę odważnych dialogów o seksie, używkach, porno i całkiem sporo gołych tyłków. Dlatego polecałbym tą produkcję głównie starszym (nie mówię: dorosłym) widzom, nawet nie ze względu na goliznę ale na pewną dojrzałość dialogów. Perełką są rozmowy Hanka z Billem podczas odwiedzin u eks i próby odzyskania ukochanej. Obok głównych charakterów kręcą się jeszcze inne postaci. Przyjaciel Hanka i zarazem jego agent Charlie Runkle (Evan Handler)wraz z uzależnioną od kokainy żoną Marcy(Pamela Adlon). Córka Billa Mia, sekretarka Charliego Dani i gwiazdor rocka Lew Ashby(Callum Keith Rennie), który dołącza do ekipy w drugim sezonie. Chwała producentom za tak genialny dobór aktorów i scenarzystom za dialogi. Co prawda odcinki trwają średnio 20 minut ale to wystarczy aby upakować w nie dużo śmiechu i zabawy.W moim osobistym odczuciu serial ma też do przekazania coś więcej. Za moralizatora robi tu córka Hanka - Becca. Dwunastoletnia dziewczynka z kamienną twarzą, ciemnymi włosami i cała ubrana na czarno przypomina mi Wednesday Addams z "Rodziny Addamsów". Po każdej wpadce ojca, ruga go poważnym kazaniem, które zarazem jest głosem rozsądku odnośnie całego wariackiego życia bohaterów i ich pokręconych przygód. Obok rozrywki, z "Californication" bije również dużo ciepła i otuchy. Hank i Karren, niezależnie od tego co jest między nimi, bezwarunkowo kochają córkę, Charlie i Marcy to idealne małżeństwo wybaczające sobie każdy błąd a sam Charlie i Hank to przyjaciele do grobowej deski. Tych bohaterów nie można nie polubić!
Przy odrobinę wyobraźni można w Hanku zobaczyć agenta Foxa, który odszedł z FBI i zajął się pisaniem książek. Duchovny ponownie kreuje postać sympatycznego faceta z lekko spaczonym podejściem do życia, trochę samotnika, trochę utracjusza... Ale co najważniejsze odrywa z czoła metkę "Mulder" i znów wypływa na powierzchnię. Hank Moody jest jednym z moich ulubionych bohaterów w ogóle. Mam nadzieję, że "Californication" zachowa poziom w dalszych sezonach i dojdzie do dziewięciu jak "Z Archiwum X". Czego Wam i sobie życzę.A teraz do oglądania!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz