Przygody Johna Constantina od zeszłego roku mamy okazje śledzić, po polsku, dzięki Egmontowi. Do tej pory ukazały się trzy tomy autorstwa Gartha Ennisa, które zbierają zeszyty od numeru 41. Czemu wydawca nie zdecydował się na wcześniejsze tomiki, tego można się jedynie domyślać. Dlatego ja zdecydowałem się te brakujące numery kolekcjonować w oryginale i zacząłem od samiutkiego początku."Grzechy pierwotne" nie są żadnym początkiem i zapoznaniem z bohaterem. To wszystko odbyło się w (chyba) 3 tomie "Potwora z Bagien", którego Egmont również ma w planach. Dlatego też, od razu wchodzimy z Constantinem na głęboką wodę magii.
Na początek obserwujemy jego zmagania, aby pomóc swojemu koledze, który nieopatrznie zdenerwował demona - Mnemotha. Będąc na wolności, sieje niespotykany głód wśród napotkanych ludzi ścigając swoją ofiarę. Constatntine wraz z Papa Midnitem postanawiają naprawić błąd i spowrotem zapieczętować piekielne stworzenie, co jednak będzie miało swoją ofiarę. Jamie Delano stworzył bardzo dynamniczną historię, która trzyma w napięciu przez cały czas. Dodatkowo oprowadza nas po Londynie, który sam przypomina piekło.
Druga część albumu opiera się na wątkach piekielnej "Armii potępienia" i sekty "Języki Ognia". Obie organizacje pojawiają się gdy zaginęła siostrzenica Johna, który wraz z nowo poznaną kobietą - Zed - uczestniczy w poszukiwaniach. Przez swoją ciekawość i wścibskość naraża się jednym i drugim. Jest to bardzo rozbudowany wątek, który w mniejszym lub większym stopniu pojawia się w kolejnych zeszytach tomu. Dodatkowo prezentowane są ciekawe historie. Trochę 'Matriksowy' i podobny do 'Ghost in the Shell' odcinek o wniknięciu umysłu do komputera. Lub też bolesne wspomnienia z wojny w Wietnami, stają się brutalną rzeczywistością dla żołnierza, który przeżył ją, i jego otoczenia.
Historie w większości są wciągające, jednakże trzeba lubić dużo gadaniny i odprawianie czarów, zamiast walk i pościgów. Największą wadą są rysunki. Trzeba dużo czasu aby się przyzwyczaić do ilustracji Johna Ridgwaya. Sprawiają wrażenie niechlujnych i czasami prostackich. Na szczęście dzięki dobrym scenariuszom można na to przymknąc oko. Dodatkowym atutem są okładki Dave McKeana, znanego ze współpracy z Neilem Gaimanem. One robią dużo lepsze wrażenie niż rysunki w komiksie i wzbudzają zainteresowanie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz