Dlaczego i po co?

Stworzyłem tego bloga przede wszystkim dla siebie. Aby pisać o wszystkim na co mam ochotę. Zdaję sobie sprawę że nie posiadam zbyt dużych umiejętności, ale właśnie tutaj będę próbował to zmienić.
Pewnego dnia dołączył do mnie mój kumpel, i od tamtej pory razem "tworzymy".

czwartek, 23 lipca 2009

Hellblazer - Hard Time


Tym razem przyspieszyłem moją przygodę z Johnem Constantinem. Dzięki allegro zdobyłem album zbierający historie z zeszytów 146-150. Jest to początek runu Briana Azarello, znanego u nas z serii "100 Naboi" i czuć to od samego początku lektury "Ciężkiego czasu".

Dostaje niesamowite połączenie czarów, magii, demonów ze światem przestępczym. I to nie ulicznymi, podpitymi chuliganami ale mieszkańcami wiezienia o zaostrzonym rygorze gdzieś w Stanach Zjednoczonych. Mimo to, John odważnie wkracza w ten świat wiedząc że nie może on być gorszy od tego, który zdążył poznać na zewnątrz. Jak to w nowym środowisku bywa, na początku trzeba pokazać innym z kim mają do czynienia. I nie jest to szczególnie trudne z jego umiejętnościami. Nie wszystko jednak idzie według planów. Musi dojść do oczyszczenia i dopiero wtedy można zaobserwować jaką siłę ma w sobie Constantine.

Azzarello zabiera czytelnika do brutalnego świata, w którym rządzi przemoc i pożądanie. Od razu rzuca nas na głęboką wodę upodlenia i więziennych grypsów. I właśnie ten nieznany dla zwykłych ludzi świat jest najciekawszy i jak Constantine, do tej pory walczący z piekielnym mocami, poradzi sobie w piekle na ziemi. Język, odzywki i dialogi wciągają nas do środka jeszcze bardziej. Spotykamy w nim dawnych mafiozów, nazistów i czarnych muzułmanów którzy niejedno mają na sumieniu.


Największym minusem są jednak rysunki. Odpowiedzialny za nie Richard Corben zupełnie, jak dla mnie, nie wczuł się w klimat opowieści. Wszystkie twarze są niczym karykatury, wygięte dziwnymi grymasami. Głowy są nienaturalnie wielkie, a blond włosy głównego bohatera, jak nigdy wcześniej, zaczyanają irytować. Nie są one brzydkie jednakże ciężko je się oglądało w takiej ilości.

Na szczęście okładki stworzył ktoś inny. Tim Bradstreet spisał się na medal. Ta seria ma dużo więcej szczęścia do twórców pierwszych stron niż wnętrza opowieści. Co prawda każde według tego samego wzoru - 3 kadrów na tle krat - jednakże ogląda się je z dużą przyjemnością.

Album wart przeczytania jak najbardziej. Sądzę że nawet osoby nie zapoznane z cała serią będą w stanie docenić atmosferę, którą stworzył Azarello.

Brak komentarzy: