Dlaczego i po co?

Stworzyłem tego bloga przede wszystkim dla siebie. Aby pisać o wszystkim na co mam ochotę. Zdaję sobie sprawę że nie posiadam zbyt dużych umiejętności, ale właśnie tutaj będę próbował to zmienić.
Pewnego dnia dołączył do mnie mój kumpel, i od tamtej pory razem "tworzymy".

piątek, 25 grudnia 2009

Baśnie #1 "Na wygnaniu"

Tytuł: "Baśnie: Na wygnaniu" / "Fables: Legends in Exile"
Scenariusz: Bill Willingham
Rysunek: Steve Leialoha, Lan Medina, Craig Hamilton

Seria "Baśnie", wydawana przez Egmont, szturmem zdobyła komiksowy rynek i miejsce na półkach kolekcjonerów. Wielu czytelników z niecierpliwością czeka na kolejne tomy, lub po prostu zaopatruje się w bieżące wydania oryginalne. Od momentu premiery w Polsce ukazało się już pięć tomów, czas więc podsumować co się wydarzyło w komiksie i przyjrzeć się bliżej twórczości panów z Vertigo. Wypada nadmienić, że ekipa pracująca przy tym tytule to bardzo utalentowani ludzie, którzy dzięki "Baśniom" otrzymali wiele nagród i wyróżnień, w tym wielokrotnie Nagrodę Eisnera. W Stanach Zjednoczonych seria przekracza właśnie dziewięćdziesiąty numer. Ukazują się także spin-offy "Jack of Fables" oraz "Cinderella: From Fabletown with love". Zapowiada się zatem długa i ciekawa seria, mająca duże szanse uplasować się wśród najlepszych dzieł komiksowych.


"Na wygnaniu" to swego rodzaju wstęp do świata "Baśni" i przedstawienie głównych bohaterów. Nie jest to jednak opis w stylu: "dawno, dawno temu żyli sobie ... a teraz mieszkają tu i tu". Bill Willingham w sprytny sposób wymieszał prezentację postaci i mitologię nowego dla czytelnika uniwersum z głównym wątkiem komiksu. Dzięki takiemu zabiegowi, śledzimy kryminalną aferę w Baśniogrodzie a zarazem bawimy się, wyłapując kolejne fragmenty jego genezy. Rozdzielmy zatem oba wątki i przyjrzyjmy się im bliżej.

Każdy z nas mniej lub bardziej lubił bajki opowiadane w dzieciństwie przez rodziców czy dziadków. Niektórzy mieli kilka ulubionych, które kazali powtarzać sobie wielokrotnie, inni woleli poznawać kolejne z nowymi bohaterami. Takie postaci jak Czerwony Kapturek, Pinokio, Tomcio Paluch czy Kot w butach są znane chyba wszystkim. Scenarzysta komiksu umieścił je w jednej baśniowej krainie, gdzie żyły długo i szczęśliwie a kolejne pokolenia dzieci mogły poznawać ich historię. Sielanka i równowaga czarodziejskiego świata została zaburzona przez Adwersarza, który przy pomocy potężnej armii trolli, orków i piekielnych potworów rozpoczął podbój magicznych królestw. Ich mieszkańcy musieli salwować się ucieczką a jedynym niestrzeżonym portalem był ten prowadzący do... świata ludzi. Od tej pory uchodźcy ukrywają się między nami a ich siedziba znajduje się w Nowym Yorku. Ci, którzy mają ludzką ludzką postać, mieszkają w centrum miasta, reszta musi się zadowolić miejscem na farmie poza metropolią. Tak z grubsza wygląda sytuacja uciekinierów. Dodać jeszcze można, że Baśniogrodem zawiaduje Król Cole (w Polsce postać mało znana). Na swego zastępce w stolicy - Woodlandzie - mianował Królewnę Śnieżkę a jej odpowiednikiem na farmie uczynił Waylanda Kowala. Szeryfem jest nie kto inny jak Bigby Wilk, odpowiedzialny wcześniej za kłopoty Kapturka i Trzech Świnek. Urządzenie baśniowej społeczności w ten sposób byłoby niemożliwe bez Wielkiej Amnestii, odpuszczającej wszelkie winy za przewinienia jakich dopuszczono się przed emigracją. Wyzerowanie kartotek ma zapobiec rozpadowi kruchej społeczności Baśniowców w wyniku rozliczeń za dawne występki i zbrodnie. Niemniej, animozji i zgrzytów nie da się uniknąć, na szczęście są one raczej źródłem przytyków i uszczypliwości niż powodem do poważnych kłótni.
Postaci z bajek zostały rzucone w zupełnie nowe dla siebie otoczenie. Autor urealnił je i pokazał ich słabostki, zdawałoby się zarezerwowane dla zwykłych ludzi, czyli Docześniaków. Kłócą się, lubią przekląć, wypić i poszaleć na imprezach. Taki opis pasuje raczej do gwiazdek pop niż zacnych wzorców moralnych dla dzieci. Czytając "Baśnie" odnosi się wrażenie, że w bajkach ratują oni świat, kierując się honorem, odwagą i bezinteresownością a po skończeniu opowieści, gdy nikt z nas ich nie widzi, odkładają na bok swój nieskazitelny wizerunek niczym kostium.


Teraz, kiedy wiemy już jak wygląda sytuacja Baśniogrodu, możemy przejść do głównego wątku "Na wygnaniu" a jest nim zaginięcie siostry Królewny Śnieżki - Róży Czerwonej. Jej chłopak Jack, ten od wdrapywania się na łodygę fasoli, powiadamia o zniknięciu dziewczyny Bigbiego, który z miejsca rozpoczyna śledztwo. Mieszkanie Róży jest zdemolowane i wszędzie widoczne są ślady krwi. Wilk musi przeprowadzić żmudny proces zbierania dowodów i poszlak oraz przesłuchiwania potencjalnych sprawców. W dochodzenie wplątuje się również Śnieżka, chcąca na bieżąco mieć wszelkie informacje o postępie sprawy. Kryminalna historia ma klasyczny przebieg, łącznie z "wielkim finałem", kiedy to Bigby zbiera wszystkich Baśniowców i wygłasza swoje wnioski odnośnie śledztwa. Klimatem przypomina mi to powieści Agathy Christie o detektywie Herkulesie Poirot czy serial "Columbo" z Peterem Falkiem. Całość czyta się niezwykle przyjemnie a za każdym kolejnym razem odkrywamy nowe szczegóły i smaczki. Historia ma ciężki, sensacyjny klimat i czasem aż się zapomina, że mamy do czynienia z Baśniowcami a nie z pospolitymi przestępcami.

Niebagatelny wpływ na odbiór całości ma także oprawa graficzna. Rysunek autorstwa Lana Mediny stoi na na prawadę wysokim poziomie. Niektóre plansze robią wrażenie rozmiarem i ilością szczegółów na nich się znajdujących, jak na przykład ujęcie gabinetu Śnieżki z całym magicznym inwentarzem w drugim planie - po prostu miodzio. To co szczególnie urzekło mnie w jego stylu to nieszablonowe tworzenie postaci. Każdy bohater ma swoje własne cechy aparycji i postury. Dzięki temu nie mamy wrażenia oglądania xero tej samej twarzy z nieco inną grzywką. Gorzej sprawa wygląda przy dynamicznych ujęciach gdzie rysownik czasem gubi proporcję i perspektywę. Kolory nałożone przez Leialohę i Hamiltona świetnie uzupełniają klimat wydarzeń. Radość poranka, groza lochów czy szarość miasta oddane są perfekcyjnie dobraną paletą barw i cieni. Średnia jest zatem bardzo wysoka i całość zdecydowanie przypadła mi do gustu.

Podsumowując, "Fables" są komiksem nietuzinkowym. Genialnie nakreślony świat z paletą ciekawych postaci daje praktycznie nieograniczone możliwości wprowadzania nowych bohaterów i rozwoju zdarzeń. Willingham i spółka stworzyli dzieło kompletne w którym przemyślany scenariusz dopełniają kapitalne rysunki. Miejmy nadzieje, że seria obierze dobry kurs i nie zawiedzie czytelników.

Brak komentarzy: