Od równo 3 lat Jason Aaron zabiera nas na współczesny dziki zachód, na ziemie rządzone przez pozostałości rdzennych amerykanów. W swoim komiksie, publikowanym przez Vertigo, przedstawia fikcyjny rezerwat „Prairie Rose” zamieszkiwany przez indiańskie plemię Oglala Lakota.W tej podróży towarzyszy mu serbski rysownik R. M. Guera, dzięki któremu mamy okazję z bliska przyjrzeć się życiu w tym swoistym getcie dla czerwonoskórych.
Pierwszy tom „Indian Country” wprowadza nas w świat rządzony twardą ręką przez wodza Lincolna Red Crow. Kilkanaście lat wcześniej był aktywistą na rzecz obrony Indian, obecnie jest głównym orędownikiem i szefem otwieranego kasyna na terenie rezerwatu. Kieruje dobrze prosperującą organizacją, która ma przynosić zyski nie patrząc na dobro innych współplemieńców. Stał się najgorszym przykładem kapitalisty, z którym za młodu walczył nie zważając na środki. Aby osiągnąć swoje cele nie zawaha się w żadnym momencie.
Na to biedne i wystraszone terytorium, gdzie większość Indian straciło już swą dumę i honor przybywa, po 15 latach tułaczki, Dashiell Bad Horse. Od razu daje się we znaki tutejszej ‘ważniakom’ i trafia przed obliczę wodza. Ten postanawia wykorzystać umiejętności i twardość młodzieńca, angażując go w szeregi ‘policji plemiennej’, która na terenie rezerwatu ma strzec porządku, który definiuje Czerwony Kruk. I od tej pory jesteśmy świadkami działań Dasha, który nie przebiera w środkach by pozbywać się domorosłych terrorystów lub handlarzy narkotyków. Jednakże takie początki są również niejako próbą sprawdzenia jego wierności wobec wodza, który do końca nie wierzy w przypadkowy powrót młodzieńca.
W tomie numer jeden poznajemy również prawa, które panują w „Prairie Rose”, ale również historie z 1975 roku, kiedy matka Dashiella Gina Bad Horse razem z Lincolnem i kilkoma przyjaciółmi zamordowali dwóch agentów FBI, jednakże do więzienia trafiła najmniej odpowiedzialna osoba. Okazuje się także, że wspomniana relacja rodzinna nie chce być kontynuowana przez syna, który unika matki jak tylko może. Historia ma jedną wyraźnie zapisaną oś, wokół której odbywają się mniejsze konflikty. Nie chcąc zdradzać zbyt wiele wspomnę jedynie, że występują tutaj również agenci federalni, nieprzekupni gliniarze i stara miłość.
„Scalped” jest rasową serią kryminalną, w której latają kule, krew leję się gęsto a zza pleców tego wszystkiego, z cygarem w ustach, krzywo uśmiecha się Red Crow. Przy okazji scenarzysta przemyca wiele spostrzeżeń na temat życia współczesnych Indian. Ogromne bezrobocie, biedę, alkoholizm i ogarniającą rozpacz. Czy przysyła im Bad Horse’a na ratunek, tego trzeba się samemu doczytać. W tej opowieści bardzo ważne jest podłoże wszystkich poczynań bohaterów, więc częstym zabiegiem autora jest retrospekcja. Zdaje mi się też, że niekiedy jej nadużywa, kiedy za jej pomocą przedstawia zdarzenia sprzed kilku dniu lub godzin, co powoduje, że nie ma większych niespodzianek.
Rysunki Guery są bardzo dynamiczne i pasujące do częstych męskich starć na pięści i rewolwery. Wszystkie postaci są charakterystyczne i bez trudno można ich rozpoznać. Jedynym mankamentem są, jak dla mnie, zbyt ciemne i jednolite kolory, przez które w wielu miejscach niezbyt wiele widać.
Ogólnie jest to fajna pozycja kryminalna, której jednak jeszcze trochę brakuje do „100 naboi”. Nie ma w niej tej magnetycznej siły, która by przyciągnęła i zmusiła do przeczytania kolejnej części. Niby wszystkie składowe są na miejscu jednak nie jest ona tak bardzo nieprzewidywalna jak komiks Azarello i Risso. W każdym razie, jeżeli chcesz kawał dobrej i mocnej rozrywki, a przeczytałeś już ‘Unknown Soldier’, to można śmiało sięgnąć po Scapled.



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz