Dziś kolejna lista nowych anime prosto z dalekiego kraju. Część pierwsza i druga.
Zacznę od "Phantom ~Requiem for the Phantom~". Serial prezentuje się wyśmienicie. Świetna, dynamiczna animacja, szczegółowe tła, dużo akcji. Dość ładnie wyglądające postaci, orkiestrowa muzyka dobrze wkomponowana w to co widać na ekranie, choć może trochę zbyt wzniosła jak na głupkowatą opowieść. I właśnie, fabuła zupełnie nie pasuje do ogromu pracy jaki został włożony w stworzenie, technicznie bardzo udanego anime. Oglądając pierwszy odcinek zupełnie nie potrafiłem się skupić na historii gdyż była tak głupkowata i mało oryginalna. Jakaś organizacja zatrudnia dzieci i szkoli ich na zabójców. Oczywiście te dzieci nie mają pojęcia skąd się wzięły i dlaczego robią to co robią. Na zlecenie swoich szefów zabijają mafiozów w środku dnia, lub przebrani za ich służących. Nawet nie trzeba oglądać za dużo anime, żeby wiedzieć o podobnych już istniejących wariacjach na takie tematy. Dla samej animacji można przejrzeć jeden/dwa odcinki, dla więcej będzie to już raczej strata czasu.

Kolejny serial będzie przeciwieństwem poprzednika. Z zapowiedzi wynikało, że ma to być kolejna komedia romantyczna dziejąca się w typowym japońskim liceum . Bohaterkami są 4 dziewczyny, które próbują stworzyć zespół muzyczny. Czyli wszystko co już widzieliśmy, i zdążyliśmy znienawidzić (to znaczy ja zdążyłem) w anime. Mimo wszystko zobaczywszy przefajny plakat jednej z dziewczyn z gitarą postanowiłem spróbować "K-ON". Na początku było zaskoczenie (negatywne bardziej) że serial wyświetlany jest w standardzie telewizyjnym (4:3) i tym samym jakość nie była powalająca. Sama animacja jest średnią krajową, czyli poprawną i często spotykaną w takich szkolnych gatunkach. Ale największym plusem jest humor i urok głównych bohaterek, które za wszelką cenę chcą utrzymać przy życiu Szkolny Klub Lekkiej Muzyki. Ja się dałem wciągnąć i naprawdę mam dużą frajdę.

"Higashi no Eden" czyli "Eden zachodu" jest najnowszym dzieckiem Production I.G. co widać doskonale. Samochody, ludzie na ulicach, ruchy postaci i design od razu przypominają wcześniejsze prace jak "Tokyo Marble Chocolate" lub obie serie "Ghost in the Shell S.A.C.", które zapoczątkowały ten sposób animacji. Nawet reżyser jest ten sam co w przypadku przygód Motoko Kusanagi i Skecji 9. Serial ma liczyć 11 odcinków plus film kinowy z zamknięciem wszystkich wątków. Pierwszy odcinek przedstawia nam młodą japonkę, która przed Białym Domem w Waszyngtonie spotyka nagiego chłopaka z bronią i telefonem komórkowym w drugiej. Ten zupełnie nie wie jak znalazł się w takiej sytuacji (brzmi znajmom, prawda?!). Splot różnych wydarzeń, dość ciekawie pokazanych na tle stolicy USA, doprowadza parę dzieciaków na lotnisko z którego chcą wrócić do Japonii. Tam na ekranach telewizorów obserują tragedię, która się wydarzyła w Tokio. Jako fanatyk tego studia obejrze bez zastanowienia tę serię, choć również polecam innym gdyż naprawdę pierwszy odcinek był intrygujący i zapowiada dość ciekawą historię. Warto również zobaczyć animację piosenki końcowej, która jest nieziemsko piękna!

Ostatnią na dziś serią jest "Guin Saga". I niestety kolejną, przed którą chcę ostrzec. Tutaj wszystko z wizualno-dźwiękowych aspektów jest średnie. Nie ma nic czym mogłoby się wyróżnić na tle innych tytułów. Jest to opowieść fantasy o dwójce królewskiego rodzeństwa, którzy zostali zmuszeni do ucieczki z pałacu przez najazd Mongołów (taki naród). Kiedy zostają znalezienie w pobliskim lesie, ratuje ich olbrzymi facet z głową leoparda. Twierdzi, że jest to jedynie maska, której przez czary nie może zdjąć, ale tego nie pamiętam bo już miałem dość. Całość pewnie dąży do happy endu, kiedy dzieci wrócą dna tron a wojownik odzyska swoją twarz...

Na jakiś dłuższy czas będzie to przerwa z frontu nowości anime. Na kilka tytułów trzeba jeszcze poczekać a jeden muszę raz jeszcze obejrzeć aby sprecyzować swój pogląd.
Zacznę od "Phantom ~Requiem for the Phantom~". Serial prezentuje się wyśmienicie. Świetna, dynamiczna animacja, szczegółowe tła, dużo akcji. Dość ładnie wyglądające postaci, orkiestrowa muzyka dobrze wkomponowana w to co widać na ekranie, choć może trochę zbyt wzniosła jak na głupkowatą opowieść. I właśnie, fabuła zupełnie nie pasuje do ogromu pracy jaki został włożony w stworzenie, technicznie bardzo udanego anime. Oglądając pierwszy odcinek zupełnie nie potrafiłem się skupić na historii gdyż była tak głupkowata i mało oryginalna. Jakaś organizacja zatrudnia dzieci i szkoli ich na zabójców. Oczywiście te dzieci nie mają pojęcia skąd się wzięły i dlaczego robią to co robią. Na zlecenie swoich szefów zabijają mafiozów w środku dnia, lub przebrani za ich służących. Nawet nie trzeba oglądać za dużo anime, żeby wiedzieć o podobnych już istniejących wariacjach na takie tematy. Dla samej animacji można przejrzeć jeden/dwa odcinki, dla więcej będzie to już raczej strata czasu.

Kolejny serial będzie przeciwieństwem poprzednika. Z zapowiedzi wynikało, że ma to być kolejna komedia romantyczna dziejąca się w typowym japońskim liceum . Bohaterkami są 4 dziewczyny, które próbują stworzyć zespół muzyczny. Czyli wszystko co już widzieliśmy, i zdążyliśmy znienawidzić (to znaczy ja zdążyłem) w anime. Mimo wszystko zobaczywszy przefajny plakat jednej z dziewczyn z gitarą postanowiłem spróbować "K-ON". Na początku było zaskoczenie (negatywne bardziej) że serial wyświetlany jest w standardzie telewizyjnym (4:3) i tym samym jakość nie była powalająca. Sama animacja jest średnią krajową, czyli poprawną i często spotykaną w takich szkolnych gatunkach. Ale największym plusem jest humor i urok głównych bohaterek, które za wszelką cenę chcą utrzymać przy życiu Szkolny Klub Lekkiej Muzyki. Ja się dałem wciągnąć i naprawdę mam dużą frajdę.

"Higashi no Eden" czyli "Eden zachodu" jest najnowszym dzieckiem Production I.G. co widać doskonale. Samochody, ludzie na ulicach, ruchy postaci i design od razu przypominają wcześniejsze prace jak "Tokyo Marble Chocolate" lub obie serie "Ghost in the Shell S.A.C.", które zapoczątkowały ten sposób animacji. Nawet reżyser jest ten sam co w przypadku przygód Motoko Kusanagi i Skecji 9. Serial ma liczyć 11 odcinków plus film kinowy z zamknięciem wszystkich wątków. Pierwszy odcinek przedstawia nam młodą japonkę, która przed Białym Domem w Waszyngtonie spotyka nagiego chłopaka z bronią i telefonem komórkowym w drugiej. Ten zupełnie nie wie jak znalazł się w takiej sytuacji (brzmi znajmom, prawda?!). Splot różnych wydarzeń, dość ciekawie pokazanych na tle stolicy USA, doprowadza parę dzieciaków na lotnisko z którego chcą wrócić do Japonii. Tam na ekranach telewizorów obserują tragedię, która się wydarzyła w Tokio. Jako fanatyk tego studia obejrze bez zastanowienia tę serię, choć również polecam innym gdyż naprawdę pierwszy odcinek był intrygujący i zapowiada dość ciekawą historię. Warto również zobaczyć animację piosenki końcowej, która jest nieziemsko piękna!

Ostatnią na dziś serią jest "Guin Saga". I niestety kolejną, przed którą chcę ostrzec. Tutaj wszystko z wizualno-dźwiękowych aspektów jest średnie. Nie ma nic czym mogłoby się wyróżnić na tle innych tytułów. Jest to opowieść fantasy o dwójce królewskiego rodzeństwa, którzy zostali zmuszeni do ucieczki z pałacu przez najazd Mongołów (taki naród). Kiedy zostają znalezienie w pobliskim lesie, ratuje ich olbrzymi facet z głową leoparda. Twierdzi, że jest to jedynie maska, której przez czary nie może zdjąć, ale tego nie pamiętam bo już miałem dość. Całość pewnie dąży do happy endu, kiedy dzieci wrócą dna tron a wojownik odzyska swoją twarz...

Na jakiś dłuższy czas będzie to przerwa z frontu nowości anime. Na kilka tytułów trzeba jeszcze poczekać a jeden muszę raz jeszcze obejrzeć aby sprecyzować swój pogląd.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz