
Dobry komiks powinien składać się w równej części z porządnego scenariusza i przyjemnych dla oka rysunków. Dla mnie, ewentualnie, może wystąpić pewne zaniedbanie ilustracji przy znakomitej historii. Gdy to rysownik nadrabia braki w opowieści już taki zadowolony nie jestem. Dlatego też z kupnem "Hard Boiled" zwlekałem kilka miesięcy. We wszystkich recenzjach i relacjach z lektury tego komiksu powtarzała się właśnie ta kwestia - rysunki znacznie przewyższają samą treść. Pomimo, że dostępne w internecie próbki i cena nie ułatwiały decyzji postanowiłem zaryzykować i posiadłem dzieło Geofa Darrowa.
Aby potem nie zapomnieć, wspomnę jedynie że scenariusz wypłodził Frank Miller - ten od "Sin City", "300", "Powrotu Mrocznego Rycerza" ale również reżyser totalnego nieporozumienia, czyli filmu "Spirit - Duch Miasta". W "Hard Boiled" zbliżył się do tego ostatniego. W Los Angeles przyszłości istnieje pewien poborca podatkowy Nixon (albo Seltz albo Burns - zależnie od dnia), który dzięki swej niezniszczalności jest dość efektywny (efektowny też, ale o tym za chwilę) w tym co robi. Jedyny szkopuł jest taki, że nie zdaje sobie sprawy, że jest robotem na usługach wielkiej korporacji. Próby ukazania mu prawdy, kończą się dla wielu istnień tragicznie. I to by było wszystko jeśli chodzi o oś fabularną. Niektórzy twierdzą, że jest to historia inspirowana "Łowcą Androidów" i prozą Philipa K. Dicka. Jak dla mnie, rozpierducha niewiele ma wspólnego z rozmyślaniem o swoim istnieniu. Jedynym plusem tej prostoty jest rysownik.

Geof Darrow zrobił z króciutkiej i banalnej historyjki robota, który ma chwilę zwątpienia, album malowideł. Większość stron zdobią pełnostronnicowe rysunki żyjącego miasta lub zniszczelnia powodowanego przez głónego bohatera. Powiedzieć o nich, że są szczegółowe to tak jakby zachwycać się "Bitwą pod Grunwaldem" Moniuszki w wersji pocztówkowej. Komiks ten jest hiper-realistyczny, jeśli nie jeszcze bardziej. Na kadrach zostało umieszczone wszystko co można sobie wyobrazić w danym miejscu. Od przechodniów na każdym rogu ulicy, po najmniejszy niedopałek papierosa i kluczyk od aluminiowej puszki po napoju. Widać nagłówki gazet i reklamy produktów. Można doliczyć się każdej cegły, która została wybita z muru przy zderzeniu z samochodem lub każdego zarysowania na szybach. Sam styl rysunków mocno mi przypomina Katsuhiro Otomo z jego największego dzieła "Akiry", który również jest pokazem wspaniałego kunsztu rysownika.
Każda ramka jest tak nasycona szczegółami, że oglądanie ich całkowicie uniemożliwia płynne czytanie całości. Za każdym razem próbowałem wpatrzeć się w nie jak najdokładniej i zobaczyć jak najwięcej. Jednakże wystarczy wrócić do poprzedniej strony aby odnaleźć wcześniej nie zaobserwowane elementy. Poziom zamieszczanych detali przyprawia o zawrót głowy. Po pewnym czasie takiego oglądania mogą zacząć boleć oczy, mimo to ja chciałem dalej patrzeć na to co znajdowało się przed nimi. Często przeszywała mnie myśl - jak długo ON musiał to rysować? Jakkolwiek, został za tę ciężką pracę nagrodzony Nagrodą Eisnera w 1991 roku.

Każdy zaintersowany cyber punkiem powinien choć przejrzeć ten album i wtedy zdecydować. Czytanie nie ma sensu, gdyż sama teść niewielu przekona. Natomiast rysunki trzeba zobaczyć na żywo, gdyż skany nie oddają mocy jaką posiadają na papierze. Wydanie sprezentowane przez Egmont jest (poza ceną) bez zarzutu. Kredowy papier, twarda okładka i przede wszystkim format A4 pozwalają na delektowanie się wspaniałymi obrazami i zapomnienie o czytaniu dymków, które nic nie wnoszą do zaznawanej przyjemności.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz