Dlaczego i po co?

Stworzyłem tego bloga przede wszystkim dla siebie. Aby pisać o wszystkim na co mam ochotę. Zdaję sobie sprawę że nie posiadam zbyt dużych umiejętności, ale właśnie tutaj będę próbował to zmienić.
Pewnego dnia dołączył do mnie mój kumpel, i od tamtej pory razem "tworzymy".

niedziela, 15 marca 2009

Misery


18 lat po premierze, w końcu, nadrobiłem jeden z lepszych filmów na podstawie prozy Stephena Kinga. Książki jeszcze nie miałem okazji czytać ale i na nią przyjdzie pora. Póki co skupię się jedynie na filmie bez porównań do pierwowzoru. Reżyserem tego obrazu jest Rob Reiner - twórca między innymi: bardzo sympatycznego "The Bucket List" oraz znanych, ale nie widzianych przeze mnie, "When Harry Met Sally" i "A Few Good Men". Scenariusz stworzył William Goldman - dwukrotny zdobywca Oskara za działalność pisarską. Do tej niezłej dwójki dochodzi jeszcze świetna ekipa aktorów.

Film opowiada historię Paula Sheldona (James Caan). Pisarza, który postanowił uśmierci główną bohaterkę swojej najpopularniejszej serii, tytułową Misery. Po skończeniu pisania wyrusza ze swego domku na prowincji aby zawieść maszynopis do agentki w Nowym Jorku. Z powodu śnieżycy, bardzo szybko, jego samochód wypada z drogi i grzęźnie między drzewami. I gdy zdawałoby się, że jest w beznadziejnej sytuacji, pojawia się wybawienie. Z wraku wyciąga go i opatruje rany, dawna pielęgniarka, Annie Wilkes (Kathy Bates). Okazuje się też, że jest ona najwierniejszą fanką Paula i Misery. To jest właśnie punkt wyjścia do dalszego przebiegu zdarzeń, który niekoniecznie prowadzi do miłych pogawędek na temat książek.


Po obejrzeniu filmu największe wrażenie sprawiła na mnie odtwórczyni roli Annie - Kathy Bates. Wcieliła się w rolę z wielkim zaangażowniem i uczuciem. Niesamowicie ukazała mroczną stronę człowieka samotnego i zagubionego, który za wszelką cenę dąży aby osiągnąć wymarzony cel. Efekt dodatkowo jest wzmacniany przez świadomość swojego zachowania - wie, że niepotrzebnie się unosi, ale tak już z nią jest. Po pierwszej części filmu zdecydowanie baczniej przyglądałem się bohaterce, tak jakbym obawiał się jej niespodziewanego wybuchu gniewu. Właśnie za tę rolę Kathy Bates otrzymała Oskara i cieszę się, że tak została doceniona. James Caan, w swojej roli, również nie zawiódł. Widać było emocje i cierpienie, które wywoływane były przez hospitalizację. Reszta postaci, których jednak nie było za dużo, również nie zawiodła, ale Kathy przyćmiła ich wszystkich.

Film zupełnie nie zanudzał. Może początek był trochę przydługi, jednakże dalsza konfrontacja pisarza i jego fanki cały czas trzymała w napięciu. Świetna była scena 'romantycznej' kolacji w salonie, gdzie Paul dyskretnie próbował flirtować ze swoją zbawczynią lub końcowa wymiana zdań tuż przed uczczeniem napisania nowej książki. Reżyser często korzystał ze zbliżeń na ważne elementy scen, jak zamknięty zamek lub schowek w materacu. Budował napięcie częstymi zmianami widoku twarzy rozmawiających bohaterów. Do tego dochodzi parę scen, które mogą śnić się po nocach, a po przebudzeniu będziemy sprawdzać nasze nogi czy są w całości. Naprawdę dobrze wykonana robota.


Cały film, jak już we wstępie wspomniałem, jest naprawdę wart uwagi. Może się wydawać że chwalę ten film, bo tak wypada, jednakże rzeczywiście dałem się wciągnąć w historię i trzymałem kciuki za Paula. Dla fanów książek Kinga, jest to pozycja obowiązkowa, dla reszty powinna być lepszą alternatywą niż bardziej współczesne thrillery lub horrory. Jeżeli będziesz miał ochotę na niedługi film ten się jak najbardziej nadaje.

Brak komentarzy: