Właśnie wpadł mi w ręce (a raczej na dysk twardy komputera) niezbyt świeży, debiutancki album angielskiego duetu The Ting Tings - "We Started Nothing". Płyta została wydana w maju zeszłego roku, więc każdy zainteresowany muzyką pop/electro/dance już pewnie ją słyszał i zdążył przy niej nieźle się bawić. Ja niezbyt orientuje się w takich klimatach i dopiero teraz miałem okazję przesłuchania jej w całości.
1. "Great DJ"2. "That's Not My Name"
3. "Fruit Machine"
4. "Traffic Light"
5. "Shut Up and Let Me Go"
6. "Keep Your Head"
7. "Be the One"
8. "We Walk"
9. "Impacilla Carpisung"
10. "We Started Nothing"
O The Ting Tings dowiedziałem się niedawno, kiedy Red_AV proponował mi wyjazd na Open'er, na którym będą występować. Na youtube posłuchałem ich przeboju "That's Not My Name" - bardzo chwytliwy utwór, jednak równie szybko o nim zapomniałem. I tak, poszukując muzyki, której jeszcze nie znałem, znów natknąłem się na tych dwoje Brytyjczyków. Kolejny raz postanowiłem dać im szanse i tym razem nie zawiodłem się.
Zespół tworzy para multiinstrumentalistów, spod Manchesteru - Jules De Martino i Katie White - z wokalem tejże pani na pierwszym planie. Z tego względu ich muzyka jest dość prosta, ale nie banalna. Utwory w większości są dość szybkie, nadające się na fajną impreze lub skakanie pod sceną. Nie ma w nich wirtuozyjnych popisów - przewaga perkusji i bębnów nad prostymi riffami gitary, a w tle keyboard lub wpadający w ucho sampel. Na płycie jest i wolniejsze, utwory - bardziej nostaligiczny "Traffic Lights", oraz "Be The One" trochę bardziej radośniejszy w słuchaniu.
Reszta utworów opiera się na sprawdzonym pomyśle. Szybkie, proste dźwięki połączone z ciekawym wokalem. Piosenki "Great DJ", "That's Not My Name", "Fruit Machine" a w szczególności "Shut Up and Let Me Go" są naprawdę doskonałą alternatywą do wszelkich przejawów techno na imprezach. Słysząc je od razu chce się podkręcić głośność i zaprosić znajomych na małą imprezkę. Cała płyta jest zabójczą mieszanką prostego pomysłu na niezbyt wyszukaną muzykę. Można by powiedzieć, że POP na najwyższym poziomie.
Z wideo dostępnych na youtube, sądzę że granie na żywo nie wychodzi zespołowi zbyt dobrze. Dopóki jednak nie byłem na koncercie nie będę tego komentować. Dodam jeszcze, że w UK album doszedł na pierwsze miejsce listy sprzedaży, a wielu innych krajach single z niego również dobrze sobie radziły. W Polsce będzie można ich posłuchać już w tym roku, na wspomnianym Open'erze. Bardzo polecam zaznajomić się z tą płytą, bo jest naprawdę bardzo przyjemna.
Zespół tworzy para multiinstrumentalistów, spod Manchesteru - Jules De Martino i Katie White - z wokalem tejże pani na pierwszym planie. Z tego względu ich muzyka jest dość prosta, ale nie banalna. Utwory w większości są dość szybkie, nadające się na fajną impreze lub skakanie pod sceną. Nie ma w nich wirtuozyjnych popisów - przewaga perkusji i bębnów nad prostymi riffami gitary, a w tle keyboard lub wpadający w ucho sampel. Na płycie jest i wolniejsze, utwory - bardziej nostaligiczny "Traffic Lights", oraz "Be The One" trochę bardziej radośniejszy w słuchaniu.
Reszta utworów opiera się na sprawdzonym pomyśle. Szybkie, proste dźwięki połączone z ciekawym wokalem. Piosenki "Great DJ", "That's Not My Name", "Fruit Machine" a w szczególności "Shut Up and Let Me Go" są naprawdę doskonałą alternatywą do wszelkich przejawów techno na imprezach. Słysząc je od razu chce się podkręcić głośność i zaprosić znajomych na małą imprezkę. Cała płyta jest zabójczą mieszanką prostego pomysłu na niezbyt wyszukaną muzykę. Można by powiedzieć, że POP na najwyższym poziomie.
Z wideo dostępnych na youtube, sądzę że granie na żywo nie wychodzi zespołowi zbyt dobrze. Dopóki jednak nie byłem na koncercie nie będę tego komentować. Dodam jeszcze, że w UK album doszedł na pierwsze miejsce listy sprzedaży, a wielu innych krajach single z niego również dobrze sobie radziły. W Polsce będzie można ich posłuchać już w tym roku, na wspomnianym Open'erze. Bardzo polecam zaznajomić się z tą płytą, bo jest naprawdę bardzo przyjemna.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz