Dlaczego i po co?

Stworzyłem tego bloga przede wszystkim dla siebie. Aby pisać o wszystkim na co mam ochotę. Zdaję sobie sprawę że nie posiadam zbyt dużych umiejętności, ale właśnie tutaj będę próbował to zmienić.
Pewnego dnia dołączył do mnie mój kumpel, i od tamtej pory razem "tworzymy".

piątek, 13 marca 2009

Strzał w "10"? (część 2)

Tytuł: „Za garść posoki” /’Fistful of Blood’/
Scenariusz: Kevin Eastman
Rysunki: Simon Bisley
Wydanie: Hella Komiks 2008

CZĘŚĆ PIERWSZA


Dziś wracam do recenzji komiksu „Za garść posoki” i prezentuje jej drugą część.

RYSUNEK:

Grafika powinna być teoretycznie największa zaletą komiksu, ale jest też niestety jego przekleństwem. Nie wiem czy to wynik szybkiej pracy nad albumem czy zwykłego lenistwa, ale poziom graficzny jest bardzo nierówny. Autor zachwyca nas, wypełniając całą stronę genialnym artem, by za chwile na następnej, przyłożyć czytelnikowi obuchem niedokończonych bazgrołów. Raz mamy wykonane z pietyzmem obrazy, raz wstępne szkice, które ktoś zapomniał dorysować. Bisley, chyba zbyt skupiony na największych kadrach, zatracił poczucie czasu i resztę dorysowywał na kolanie u wydawcy na chwilę przed drukiem. Świetnie wykonane rysunki znajdują się obok ramek, z których ciężko wywnioskować co zostało zaprezentowane. Może poczucie chaosu było zaplanowane i miało pomóc czytelnikowi wczuć się w klimat walki i strzelanin, ale to wytłumaczenie do mnie nie przemawia.


Dość narzekania, bo ogólnie, choć poziom nierówny, to i tak jest przyzwoity. Tuszu (wyłącznie czarnego) użyto tylko do tła. Reszta planszy jest wykonana całkowicie ołówkiem o różnych stopniach twardości grafitu. Od bardzo miękkich i rozmytych linii używanych do cieniowania i „kolorowania” na szaro, po bardzo twarde i mocne linie podkreślające ostre kontury i szczegóły. Schemat rysunku kobiety (głównej bohaterki) pozostaję typowy dla Bisley’a. Wydatne wargi, okazały biust i nie mała pupa połączone są z muskularnymi nogami i szerokimi biodrami. O ile jeszcze w tym przypadku można mówić o jakichkolwiek proporcjach (bądź co bądź kulturystyczno-silikonowych) to reszta bohaterów zdaję się być bardziej „pokręcona” i oderwana od standardu. Cała plejada osób z planu B, to wysocy i mali, kościści i przesadnie grubi lub o bliżej nieokreślonym kształcie. Ma to swój urok, biorąc pod uwagę, że w większości są to zniekształcone trupy i widmowe wampiry. Praca Bisleya, choć wnerwia niedokładnością to z powodzeniem oddaje klimat opowieści i ten nieuchwytny "żar" dzikiego zachodu unoszący się w opustoszałym miasteczku.


Czas na podsumowanie, niełatwe dla fana Bisley'a. Piękne wydanie i oszałamiająco duży format obiecują równie powalającą „jakość” tytułu. Po przeczytaniu jednak, odczuwa się spory niedosyt. Scenariusz jest niezły, ale nie grzeszy oryginalnością, a rysunki zamiast tylko powalać na kolana, potrafią także zirytować niedbalstwem. Na korzyść przemawia niewygórowana cena, która nie zaboli bardzo, gdy komiks po pierwszym przeczytaniu trafi na półkę, a kolejny raz sięgniemy po niego tylko po to, żeby przejrzeć TYCH kilkanaście plansz i pokazać je znajomym.

Na pewno to nie jest strzał w stopę, ale autorzy nie trafili w "10", a szkoda, bo potencjał był spory...

Brak komentarzy: