Dlaczego i po co?

Stworzyłem tego bloga przede wszystkim dla siebie. Aby pisać o wszystkim na co mam ochotę. Zdaję sobie sprawę że nie posiadam zbyt dużych umiejętności, ale właśnie tutaj będę próbował to zmienić.
Pewnego dnia dołączył do mnie mój kumpel, i od tamtej pory razem "tworzymy".

czwartek, 19 marca 2009

Watchmen. Strażnicy


Kinowa adaptacja komiksu "Watchmen" (scenariusz Alana Moore'a i ilustracje Dave'a Gibbonsa), przez wielu uważanego za najlepszy w historii. W Polsce pierwowzór wydał w 2003 roku Egmont, który przeczytałem kilka lat temu, jednak go nie kupiłem oczekując na lepsze wydanie. Z tego względu nie mogę go porównywać do filmu, gdyż niewiele pamiętam a dzieje się tam bardzo dużo. W ekranizacji również.

Obraz jest wyreżyserowany przez Zacka Snydera, twórcę filmu "300". Tak jak tam, tutaj też zadbał o jak najwierniejsze oddanie treści i obrazów z komiksu. Oczywiście nie wszystko dało się zmieścić, ale i tak powstało 2,5 godzinne niesamowite przedstawienie. Wersja na DVD/BD ma być jeszcze dłuższa, a oddzielnie, już teraz, można zakupić "Tales of the Black Freighter" - animowane przygody marynarza, które są krótką adaptacją komiksu w komiksie i w filmie nie występują.

"Watchmen. Strażnicy" jest skierowany przede wszystkim do fanów komiksu i nie ma się co spodziewać, że wielu ludzi, zupełnie nie znających amerykańskich superbohaterów, wyjdzie z seansu zadowolonych. Jest to historia, która przełamuje stereotypowe kreacje bohaterów i żeby to zauważyć należałoby mieć choć trochę wiedzy o tym jak w USA przedstawiani byli Superman lub Captain America. Kolejnym tematem, na którym skupia się film jest strach przed nuklearną zagładą, której w obecnych czasach społeczeństwo już nie odczuwa. Zarzut niezbyt aktualnej tematyki jest jak dla mnie całkiem uzasadniony, nie tylko ze względu na zakończenie Zimnej Wojny, ale i zmiany pośród superherosów. Zmiany, które zaszły również dzięki dziełu Alana Moore'a.


Kiedyś bohaterem mógł zostać jedynie ktoś nieskazitelny, bez wad, oraz kochający innych ludzi. Wystarczy wskazać filmowe wersje z dawnych lat. Superman pomagał ludziom zawsze i wszędzie, a wychowujący, jego alter ego, rodzice byli kochającymi ludźmi. Batman zwalczał przestępczość, jednakże nigdy nie stosował brudnych zagrywek. Strażnicy nie są, w żadnym stopniu, tak znanymi postaciami, jednakże bardzo łatwo każdego z nich przyporządkować do takowego. Dzięki temu dostajemy bardziej uniwersalną opowieść, którą można odnieść nie tylko do Uniwersum DC. Spotykamy w filmie przebierańców, którzy nie zawsze mieli szczęśliwe dzieciństwo. Ich nastawienie do ludzi jest zupełnie inne niż mogłoby się zdawać. Ratowanie potrzebujących jest nieczęsto jedynie celem do wystąpienia w telewizyjnej bądź gazetowej relacji. Na szczęście nie wszyscy z nich tacy są, jednakże czy będą w stanie zwyciężyć trzymając się swoich zasad?

Film stara się też opowiadać co by było gdyby superbohaterowie istnieli naprawdę. Gdyby istniał ktoś zdolny do niszczenia wszystkiego jednym kiwnięciem palca, lub na tyle silny aby poradzić sobie z brutalnym gangiem. Czy byliby idolami wśród społeczeństwa? Odgrywa się to w trochę zmienionej rzeczywistości - Amerykanie wygrywają w Wietnamie, a Nixon (bez odkrycia afery Water Gate) po raz trzeci zostaje prezydentem. Już niewiele zostaje aby wywołać ostateczną wojnę w ZSRR, i cały świat drży przed zbliżającym się końcem, a zamaskowani mściciele zostali prawnie zakazani na ulicach miast.

Wszystko to skłąda się, jak już wspomniałem, na dość długi film. Według mnie było kilka momentów, na których mogliby zaoszczędzić czas. Niektóre sceny były przegadane, a inne zbytnio napakowane efektami znanymi z trylogii Matrix. Ogólnie jednak film mi się podobał. Świetnie zrealizowany, oddający charakter lat '80, oraz zagrożenia nieuniknioną katastrofą nuklearną. Duża część historii dzieje się podczas sceny z napisami początkowymi, gdzie są ukazane zmiany wśród bohaterów.

Sama historia jest dość prosta. Mamy Rorschacha, który jako jedyny wciąż działający w ukryciu superbohater-detektyw, walczy ze złem na ulicach. Wraz ze śmiercią jednego ze znajomych - Komedianta - postanawia odkryć dlaczego tak się stało. Podczas śledztwa natrafia na coś znacznie większego i bardziej skomplikowanego niż mogło mu się wydawać z początku. Inni byli superbohaterowie mają swoje powody dlaczego nie bardzo kwapią się z pomocą.

Odtwórca roli Rorschacha - Jackie Haley - jest mocno wyróżniającym się aktorem na tle reszty. Nocny Puchacz II (Patrick Wilson) i Komediant (Jeffrey Morgan) również byli bardzo przekonywujący, zwłaszcza ten pierwszy grając sporego 'ciamajdę'. Jedwabna Zjawa II (Malin Akerman), Ozymandiasz (Matthew Goode) i Dr Manhattan (Billy Crudup) wypadli bardzo sztywno, choć u tego ostatniego tak miało pewnie być. Dobranie mało znanych aktorów wyszło filmowi na dobre, można było się skupić jedynie na kreacjach a nie na głośnych nazwiskach.

"Watchmen" można pochwalić za oprawę wizualną, jest bardzo ale to bardzo dobra. Sceny walki, wszelkie komputerowo generowany obrazy wyglądają niesamowicie. Kolejną bardzo dobrą stroną filmu jest muzyka. Piosenki użyte pochodzą właśnie z okresu lat '80 i niesamowicie pasują do wybranych scen. Dodają dramtaurgii i wzmacniają odbiór tego co widać na ekranie.


Mimo wszystko film polecam jedynie osobom zaznajomionym z tematem komiksów. Nie jest to kolejny film o tym jak zamaskowany rycerz walczy o dobro w miasteczku, jednakże bardziej poważna rozprawa o naturze superherosów, i w sumie zwykłych ludzi też. Trzeba przyznać Snyderowi, że po raz kolejny udało mu się przekonać do siebie fanów historii obrazkowych.

PS. Osobiście, film "Watchmen. Strażnicy" spodobał mi się bardziej niż "Mroczny Rycerz"

Brak komentarzy: