
Najnowsze dzieło Darrena Aronofsky'ego różni się znacząco od jego poprzednich głośnych filmów. Nie mamy już do czynienia z żadną nadnaturalną tajemniczością, ani onirycznością w opowiadanej historii. Dostajemy film niemalże dokumentalny o najsławniejszym amerykańskim zapaśniku lat '80. W rolę Randy'ego "The Ram" Robinsona wcielił się zmartwychwstały Mickey Rourke, który po "Sin City. Miasto Grzechu" systematycznie wraca na szczyty Hollywood. Film też jest zapisem od kuchni bardzo popularnych w USA zapasów - wrestlingu. Pomimo, że walki są w dużym stopniu reżyserowane, uderzenia i ból z nimi związany są prawdziwe. Dlatego też film fragmentami jest dość brutalny.
Obserwujemy "The Ram" dwadzieścia lat po swoich największych sukcesach. Jest już podstarzałym facetem, który dalej robi to co umie najlepiej. Walczy w salach gimnastycznych w małych miasteczkach, gdzie przychodzą całe rodziny z dziećmi aby zobaczyć dawnego mistrza. Jednakże trudno z tego wyżyć i musi dodatkowo dorabiać w supermarkecie, gdzie jest upokarzany przez kierownika, lub pobierać opłaty za autografy. Mieszka w obskurnym baraku, na którego opłacenia nie zawsze go stać. Mimo to nie planuje rozstać się ze sportem, który dla wielu kojarzy się z głupotą.

Po jednym z turniejów Randy ląduje w szpitalu, gdzie lekarze zalecają przerwanie treningów. Poza wrestlingiem Zapaśnik spędzał czas w klubie ze striptizem, w którym miał jedyną przyjaciółkę Cassidy (Marisa Tomei, zdobywczyni Oskara). Ona doradziła mu, żeby znów nawiązał kontakt z opuszczoną przed laty córką (Evan Rachel Wood). Tylko czy dorastające, przez lata, bez ojca dziecko będzie chciało powrotu rodzica? Czy "The Ram" będzie w stanie porzucić sport i to co kochał na rzecz rodziny?
Aronofsky stworzył porządny film o tym jak trudno jest się zmienić. Jak ciężko zrezygnować z czegoś co robiło się przez całe życie, jeśli nawet może to się skończyć śmiercią. Nawet chęć zbliżenia się do jedynego dziecka, nie jest wystarczającym powodem do zapomnienia. Może nie jest to najoryginalniejszy temat, ale kreacja Mickey'a Rourke'a spowodowała że jest to bardzo dobry film. Aktor stworzył bardzo przekonywującą postać sportowca i człowieka potrzebującego wsparcia.

Chciałbym jeszcze wspomnieć o muzyce. W dużej części są wykorzystywane kawałki mocno rockowe. Dość często w tle słychać AC/DC i dość dobrze pasują do tego co widać na ekranie. Finałowa walka okraszona jest przebojem Guns'n Roses - "Sweet Child O' Mine". Szkoda tylko, że te zespoły nie są dostępne na oficjalnym soundtracku.
Po obejrzeniu, przeczytałem krótką biografię Mickey'a i było to coś szokującego. Jego życie niemalże przypomniało odgrywaną w tym filmie postać. Po wielkich latach osiemdziesiątych, gdy mógł wybierać w rolach stoczył się na dno. Dopiero niedawno znów powrócił do aktorstawa na najwyżczym poziomie, zrezygnował z alkoholu i narkotyków na rzecz normalnego życia. Jego osobiste doświadczenia znacznie pomogły w zagraniu i dzięki temu naprawdę można uwierzyć że "The Ram" i Mickey Rourke to te same osoby.
Obserwujemy "The Ram" dwadzieścia lat po swoich największych sukcesach. Jest już podstarzałym facetem, który dalej robi to co umie najlepiej. Walczy w salach gimnastycznych w małych miasteczkach, gdzie przychodzą całe rodziny z dziećmi aby zobaczyć dawnego mistrza. Jednakże trudno z tego wyżyć i musi dodatkowo dorabiać w supermarkecie, gdzie jest upokarzany przez kierownika, lub pobierać opłaty za autografy. Mieszka w obskurnym baraku, na którego opłacenia nie zawsze go stać. Mimo to nie planuje rozstać się ze sportem, który dla wielu kojarzy się z głupotą.

Po jednym z turniejów Randy ląduje w szpitalu, gdzie lekarze zalecają przerwanie treningów. Poza wrestlingiem Zapaśnik spędzał czas w klubie ze striptizem, w którym miał jedyną przyjaciółkę Cassidy (Marisa Tomei, zdobywczyni Oskara). Ona doradziła mu, żeby znów nawiązał kontakt z opuszczoną przed laty córką (Evan Rachel Wood). Tylko czy dorastające, przez lata, bez ojca dziecko będzie chciało powrotu rodzica? Czy "The Ram" będzie w stanie porzucić sport i to co kochał na rzecz rodziny?
Aronofsky stworzył porządny film o tym jak trudno jest się zmienić. Jak ciężko zrezygnować z czegoś co robiło się przez całe życie, jeśli nawet może to się skończyć śmiercią. Nawet chęć zbliżenia się do jedynego dziecka, nie jest wystarczającym powodem do zapomnienia. Może nie jest to najoryginalniejszy temat, ale kreacja Mickey'a Rourke'a spowodowała że jest to bardzo dobry film. Aktor stworzył bardzo przekonywującą postać sportowca i człowieka potrzebującego wsparcia.

Chciałbym jeszcze wspomnieć o muzyce. W dużej części są wykorzystywane kawałki mocno rockowe. Dość często w tle słychać AC/DC i dość dobrze pasują do tego co widać na ekranie. Finałowa walka okraszona jest przebojem Guns'n Roses - "Sweet Child O' Mine". Szkoda tylko, że te zespoły nie są dostępne na oficjalnym soundtracku.
Po obejrzeniu, przeczytałem krótką biografię Mickey'a i było to coś szokującego. Jego życie niemalże przypomniało odgrywaną w tym filmie postać. Po wielkich latach osiemdziesiątych, gdy mógł wybierać w rolach stoczył się na dno. Dopiero niedawno znów powrócił do aktorstawa na najwyżczym poziomie, zrezygnował z alkoholu i narkotyków na rzecz normalnego życia. Jego osobiste doświadczenia znacznie pomogły w zagraniu i dzięki temu naprawdę można uwierzyć że "The Ram" i Mickey Rourke to te same osoby.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz