Dlaczego i po co?

Stworzyłem tego bloga przede wszystkim dla siebie. Aby pisać o wszystkim na co mam ochotę. Zdaję sobie sprawę że nie posiadam zbyt dużych umiejętności, ale właśnie tutaj będę próbował to zmienić.
Pewnego dnia dołączył do mnie mój kumpel, i od tamtej pory razem "tworzymy".

środa, 18 marca 2009

Zawodowy debiut

Wykonawca : Out of tune
Wydanie: 2008 EMI Music Poland

01. This Crepancy
02. Plastikowy
03. What you're missin'
04. Phone call
05. Slowmotionpicture
06. Nie próbuj
07. Vintage violence
08. Confidence
09. Those things will kill you
10. Przywidzenia
11. 247
12. Refugees
13. Ink-a-bink

Zespół działa od 2005 roku w składzie:
wokal: Eryk Sarniak
gitara: Maciej Sobczyński
perkusja: Michał Witkowski
W 2006 roku dołączył Mateusz Gągol (klawisze i chórek).

Omawiana dziś płyta miała premierę dwudziestego drugiego sierpnia 2008, a więc pół roku temu. Na usprawiedliwienie opóźnienia mogę powiedzieć, że zależało mi na dokładnym zapoznaniu się z prezentowanym materiałem i daniem sobie trochę czasu na osłuchanie. Minęło przeszło sześć miesięcy i nadal lubię sięgnąć po ten krążek, co już samo w sobie dobrze o nim świadczy.
Zawarte na nim utwory są w większości nowe i powstały specjalnie na płytę. Pozostałe to dobrze znane fanom utwory z EP-ki "Killer pop machine". Na tych czterech utworach najłatwiej można usłyszeć zmiany jakie zaszły w zespole od jej wydania. Już po pierwszym przesłuchaniu nasuwają się wnioski dotyczące "jakości" albumu. Piosenki będące niewątpliwie świetnymi kawałkami i dobrym pomysłem "na muzykę" otrzymały pod kierownictwem producenta (Piotr Chancewicz) szlify, które pozwoliły wykorzystać ukryty w nich potencjał.
"What you're missin'" - utwór chwytliwy i melodyjny, był zarazem trochę monotonny brzmieniowo i brakowało mu jakiegoś urozmaicenia. Wszystko to zniknęło w nowej wersji na płycie. Uwierzcie, na żywo jest bombą energii!
"Nie próbuj" - wcześniej znane jako "Killer pop machine", oprócz polskiego tekstu (który niezbyt przypadł mi do gustu) i zmiany tytułu zyskało trochę ogłady i ciekawe, dojrzalsze brzmienie, dzięki czemu jest jednym z jaśniejszych punktów na płycie.
"Vintage violence" - zachowało praktycznie klimat z EP-ki, ale zdecydowanie przyjemniej i mocniej gra gitara, jakby lepiej zestrojona i dopasowana do reszty. Korzystniej wypada też wokal, który zyskał siłę i czystszy dźwięk.
"247" - poprzednio "Find a reason". W tym kawałku zaszły chyba największe zmiany z omawianych powyżej. Polski tekst, odrobinę szybsze tempo, żywszy śpiew wokalisty i co najlepsze - ekstra chórek w wykonaniu Mateusza, który w refrenie rewelacyjnie uzupełnia głos Eryka.


Jeżeli ktoś myśli, że zespół odgrzał "stare kotlety" i dograł kilka kawałków żeby zapchać krążek, to jest w WIELKIM błędzie. Nowe utwory są równie dobre i nie ustępują pola sprawdzonym hitom Out of tune. Moim faworytem jest "Refugees". Posiada wszystko to, co najlepszego chłopaki mają do zaoferowania i najdłużej pozostaje w pamięci. Przyjemny wokal, ciekawe partie gitary, świetnie uzupełniająca elektronika, a wszystko to w rytm niezłej perkusji. Aż dziw bierze, że to nie ten utwór wybrano na singiel promujący i dopiero teraz pojawi się teledysk. Skoro już o singlu mowa, to został nim "Plastikowy". Z jego oceną mam trochę problemu. Jest to niewątpliwie dobry kawałek muzyki, ale podczas słuchania odnosi się wrażenie, że zespołowi brakowało trochę sił i całość zagrano bez ikry - szkoda, bo kompozycyjnie jest bardzo przyzwoity. Odrobina "kopa" i zmuszenie wokalisty do większego zaangażowania dałoby pożądany efekt. Daleko nie szukając, jako przykład można podać "Przywidzenia", gdzie Eryk zdecydowanie bardziej się "przykłada" i to od razu słychać.
"Phone call" i "Slowmotionpicture" traktuję jak swego rodzaju eksperyment, z odchodzącymi w stronę electro dźwiękami. Utrzymane w zdecydowanie spokojniejszym nastroju, kuszą ciekawym brzmieniem i są nieźle skomponowane od strony muzycznej. Przy czym, trzeba być w odpowiednim nastroju żeby ich słuchać - na pewno nie nadają się do słuchania "na co dzień". Pozostając w klimatach electro, chłopaki podkręcają tempo w "Confidence". Wokal schodzi na drugi plan (Eryk używa megafonu) a na pierwszy wysuwa się gra klawiszy, gitary i perkusji. Miłym zaskoczeniem była dla mnie piosenka "Those things will kill you". Wolny, senny początek przechodzi w rytmiczne, wręcz raźne rozwinięcie. Całość brzmi niezwykle pozytywnie i... świeżo.

Żeby przy każdej piosence nie pisać tego samego, oddzielny akapit poświęcę Mateuszowi. Chórki i elektronika w jego wykonaniu są na prawdę genialnym uzupełnieniem muzyki zespołu i świetnie się komponują z całością, mając nie bagatelny wpływ na odbiór płyty. Duży plus.

Podsumowując, mamy do czynienia z kawałem solidnej roboty, na którą składa się siła świeżości i mnóstwo pomysłów na siebie i swoją muzykę, a wszystko to pod okiem doświadczonego producenta. Nie wiem jak zespół, ale ja nie wyobrażam sobie lepszego debiut. Czekam na płytę "numer 2"!

Ps. Na końcu chciałbym jeszcze zachęcić do odwiedzenia profilu zespołu na MySpace i posłuchania remiksu "Szklanej pogody" Lombardu. Utwór trafił na składankę "Wszystkie covery świata" i jest udaną wersją hitu z lat osiemdziesiątych.

1 komentarz:

Anonimowy pisze...

nie znasz się:)
pozdro
Twój Master Witkos